Artykuł 62., czyli więzienie za jointa

1
GanjaFarmer
GanjaFarmer
Ganja Farmer
GanjaFarmer

„Klimat wokół konopi się zmienia, legalizacja marihuany rekreacyjnej jest tylko kwestią czasu!” – nie potrafię powiedzieć ile razy ostatnio słyszałem tego typu kwestie, wypowiadane z ust różnych osób. Przyznam szczerze, że sam uwierzyłem w to, że już niedługo zwykli ludzie nie będą karani za skręta – z tytułu artykułu 62. ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Rzut oka na statystyki i kilka rozmów z ludźmi śledzącymi kwestię na co dzień były dla mnie jak kubeł zimnej wody.

„Wind of change”

W związku z tym co się dzieje wokół medycznej marihuany w naszym środowisku panuje obecnie entuzjazm. Coraz więcej osób publicznych nie boi się mówić o pozytywnym stosunku do Mary Jane (polecamy choćby nasz ostatni wywiad ze Zbigniewem Wodeckim). Także autorytety moralne, takie jak dominikanin ojciec Paweł Gużyński coraz częściej oświadczają, że „mądra profilaktyka antynarkotykowa powinna być adekwatna w stosunku do popełnionego przestępstwa i do sytuacji w której dana osoba jest. Wsadzanie do więzienia dzieciaka, który z głupia frant zapalił skręta jest nonsensowne” – jak zauważył duchowny w wywiadzie jaki dla nas udzielił (szczegóły tutaj).

Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

O tym, że karanie kogoś więzieniem za palenie gandzi jest absurdem napisano już mnóstwo artykułów, apeli i prac naukowych. O idiotyzmie takiego postępowania i porażce polityki penalizującej posiadanie coraz głośniej mówią na świecie poważne i liczące się instytucje – w dniach 19-21 kwietnia odbyła się w Nowym Jorku specjalna sesja ONZ poświęcona zakończeniu wojny z narkotykami (szczegóły tutaj).

„Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…”

Przygotowując ten materiał przeprowadziłem m. in. rozmowę z Piotrem Jabłońskim, szefem Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii – czyli podstawowej rządowej jednostki zajmującej się na co dzień zagadnieniem narkotyków. Ten ważny urzędnik bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jednoznacznie i bez żadnego „ale” opowiedział się za odejściem od penalizacji na rzecz leczenia i edukowania.

Powinniśmy iść w stronę leczenia zamiast karania. I to w przypadku osób uzależnionych. Zwykłych użytkowników nie trzeba przecież leczyć. Tu powinniśmy mówić raczej o edukacji, o redukcji szkód, o profilaktyce. Wprowadzenie artykułu 62a było racjonalnym krokiem w kierunku odejścia, czy przynajmniej zmiany wektora działań organów egzekwujących prawo: przeniesienia uwagi z użytkowników (czy też osób uzależnionych) na przestępców, tych którzy czerpią finansowe korzyści z narkotyków. Myślę, że to był dobry krok. To było też stowarzyszone z prawem dopalaczowym, które w ogóle nie penalizuje posiadaczy nowych substancji, nie przeciw nim jest skierowane. Myślę, że taka jest przyszłość polityki narkotykowej – kolejne przybliżenia w kierunku coraz większego uwzględniania priorytetów zdrowia publicznego i profilaktyki leczenia, rehabilitacji, w przypadku konsumentów, a wzmacniania reakcji państwa (reakcji organów egzekwujących prawo) w kierunku przestępczości narkotykowej – stwierdza Jabłoński.

W jego ocenie można dużo pozytywnych rzeczy zrobić nawet bez zmiany obowiązującej ustawy: – Jeśli chodzi o edukację i profilaktykę to nie zauważam potrzeby modyfikowania obecnego prawa. Natomiast ważne jest to, żeby ta profilaktyka i edukacja nie opierały się na ekstremach: na jednym biegunie jest mówienie, że konopie zabijają jak heroina, na drugim znajduje się twierdzenie, że są zupełnie nieszkodliwe (szczególnie jeśli mówimy o osobach młodych, o nastolatkach w wieku rozwojowym). Moim zdaniem odpowiedzialna edukacja publiczna powinna skupiać się na tym żebyśmy nie przesadzając i nie dając się powodować emocjami opierali się w większym stopniu na argumentach bazujących na wiedzy naukowej i na dobrej praktyce. Tak samo w profilaktyce nie powinniśmy upatrywać „dobrych narzędzi” w metodach takich, jak straszenie – wiemy, że ono nie działa. To raczej redukcja szkód, pokazywanie ludziom potencjalnych strat i zysków, nauczenie ich odpowiedzialności za własny stan zdrowia… nie jest to nic innego, niż to, co powinniśmy stosować w innych obszarach życia społecznego. Tutaj promocja zdrowia, czy profilaktyka dotycząca substancji odurzających nie powinny się kierować innymi pryncypiami niż w ogóle profilaktyka pro-zdrowotna – ocenia Jabłoński.

Zaskoczony bardzo nowoczesnym i na wskroś liberalnym podejściem poprosiłem jeszcze szefa Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii o odniesienie się do prostego modelowego przykładu: jak powinien zostać potraktowany przez policję i sąd dwudziestoparolatek, który został zatrzymany z gramem marihuany i który nie jest uzależniony od narkotyków, (zażywa je powiedzmy raz na tydzień) – czy jego sprawa powinna się skończyć karą pieniężną, umorzeniem, czy może wyrokiem:

– Co do zasady uważam, że taka osoba nie powinna być karana jeśli nie popełniła żadnych innych przestępstw. Zamiast tego powinna być zachęcana do podjęcia jakichś działań związanych z ochroną własnego zdrowia. Przede wszystkim powinniśmy dążyć do tego, by taka osoba nie miała stempla przestępcy, co może być dla niej bardzo wielkim utrudnieniem w całym dalszym życiu. Innymi słowy powinniśmy stosować wszystkie możliwe alternatywy wobec karania – podsumowuje mój rozmówca.

Twarde lądowanie

A teraz wspomniany kubeł zimnej wody. Na początku pozwolę sobie przytoczyć niesławny artykuł 62. ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii w jego aktualnej postaci (całość można pobrać tutaj)

Art. 62.

  1. Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
  1. Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1, jest znaczna ilość środków odurzających lub substancji psychotropowych, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
  1. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku

Art. 62a. (punkt dodany dopiero w 2011 r.)

Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w art. 62 ust. 1 lub 3, są środki odurzające lub substancje psychotropowe w ilości nieznacznej, przeznaczone na własny użytek sprawcy, postępowanie można umorzyć również przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia, jeżeli orzeczenie wobec sprawcy kary byłoby niecelowe ze względu na okoliczności popełnienia czynu, a także stopień jego społecznej szkodliwości.

Zwróciliśmy się do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o udostępnienie nam statystyk przedstawiających skazania za przestępstwa narkotykowe. Podesłano nam pełne dane za ostatnią dekadę. Ilość osób karanych za dragi od lat znajduje się na mniej więcej stałym, wysokim poziomie. Organy państwowe nie dysponują jeszcze pełną informacją za 2015 r., natomiast w 2014 r. z tytułu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii w Polsce skazano 17 403 osoby. Większość tego stanowiły wyroki za posiadanie – dotyczyły one 11 225 osób (szczegółowe informacje znajdziecie w załączonej poniżej grafice).

liczba_skazanych

Zwrócę jedynie uwagę, że w przypadku 2005 r. statystyki wyglądają dużo lepiej nie dlatego, że wyroków było mniej, ale dlatego, że obejmują one nie cały 2005 r. tylko okres od momentu obowiązywania nowelizacji ustawy z 29.07.2005 r.). Ministerstwo nie przedstawiło liczby umorzeń spraw o posiadanie narkotyków (z tytułu artykułu 62a), ale tym ważnym zapisem zajmiemy się obszernie w oparciu o inne źródła.

Żeby zrozumieć jak duża jest skala karania za posiadane nieznacznej ilości narkotyków (sędziowie często wydają w takich sprawach wyroki nie tylko z tytułu art. 62.3, ale także 62.1) warto porównać dane z ostatniej dekady ze statystykami za lata, gdy w Polsce obowiązywało jeszcze prawo stanowiące, że nie karze się za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków na własny użytek. W pracy naukowej pod red. autorytetów w dziedzinie prawa karnego, prof. Stanisława Lelentala i prof. Grażyny B. Szczygieł „X lat obowiązywania Kodeksu Karnego Wykonawczego” porównana została liczba skazań za rok 1997 i 2006. W 1997 r. za przestępstwa związane z narkomanią skazano „jedynie” 1 458 osób co stanowiło 6,9 % wszystkich przestępstw kwalifikowanych jako tzw. przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Natomiast w 2006 r. wyroków za dragi było już 20 381, co stanowiło aż 47,2 % przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu (zwracam przy tym uwagę, że przedstawione w przywołanej pracy naukowej dane za 2006 r. nieznacznie różnią się od tych przedstawionych przez MS, które podaje liczbę 19 652).

Autorzy w swoim opracowaniu bez ogródek zauważają, że dzięki zmianom przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii znacznie polepszyły się policyjne statystyki wykrywania przestępczości. Sami te przestępstwa narkotykowe nazywają „przestępstwami o mniejszym stopniu społecznej szkodliwości” (interesujący nas fragment, pochodzący ze stron 83-84 można przeczytać tutaj. Jest tajemnicą poliszynela fakt, że policjanci w swoim środowiskowym slangu art. 62. nazywają paragrafem statystycznym – wydatnie poprawia ich wyniki, a złapanie kogoś z blantem jest znacznie łatwiejsze i dla samego funkcjonariusza bezpieczniejsze niż np. zatrzymanie kogoś dokonującego rozboju.

„Przecież ostatecznie nie poszedłeś do więzienia…”

Bardzo często sprawy z tytułu art. 62. nie kończą się odsiadką, tylko wyrokiem w zawieszeniu. Oznacza to, że dana osoba uniknie więzienia jeśli przez określoną liczbę lat nie popełni żadnego przestępstwa. Oprócz tego, że stale wisi nad nią groźba kary, jeśli choćby raz jeszcze zdarzy się wpaść z blantem, to zwykle dotyka ją także wykluczenie społeczne. Tacy ludzie są bowiem często zwalniani z pracy – zwyczajem służb przed wydaniem wyroku jest zbieranie tzw. informacji środowiskowej o oskarżonym, co oznacza m. in. odwiedziny w firmie, w której jest zatrudniony. Taka wizyta zwykle na przełożonych nie robi dobrego wrażenia i nierzadko wolą pozbyć się problematycznego pracownika. Część pracodawców przy zatrudnianiu wymaga przedstawienia zaświadczenia o niekaralności, więc znalezienie nowej pracy dla kogoś z wyrokiem do łatwych nie należy. Pozornie łagodny wyrok w „zawiasach” może więc skutecznie złamać człowiekowi życie.

Geneza

Skąd właściwie wzięło się w Polsce restrykcyjne prawo dotyczące karania za posiadanie narkotyków? Jeszcze w latach 90. było ono regulowane artykułem, który niby wyglądał w 3/4 podobnie do obecnych zapisów, ale różnił się od nich jednak zasadniczo dotkliwością kar, a przede wszystkim ostatnim punktem (ustawa z dnia 24 kwietnia 1997 r., całość tutaj):

Art. 48.

  1. Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
  1. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega karze pozbawienia wolności do roku, ograniczenia wolności albo grzywny.
  1. Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1, jest znaczna ilość środków odurzających lub substancji psychotropowych, sprawca podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 i grzywny.
  1. Nie podlega karze sprawca występku określonego w ust. 1, który posiada na własny użytek środki odurzające lub substancje psychotropowe w ilości nieznacznej.

Przełomowy był rok 2000. 26 października rząd uchwalił nowelizację, która zmieniła wszystko i zmarnowała wielu ludziom życie: z artykułu 48 najzwyczajniej w świecie wykreślono punkt 4 (cały dokument jest dostępny tutaj), pozwalający odstąpić od karania za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków na własny użytek. Miało to miejsce w schyłkowych czasach rządów Akcji Wyborczej Solidarność (AWS), jednak to nie tylko prawica ponosi odpowiedzialność za tę decyzję. Projekt poprały bez wyjątku wszystkie siły znajdujące się wtedy w parlamencie, czyli także koalicyjna Unia Wolności (UW), Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD), Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) i pomniejsze formacje. Na 387 głosujących nowe, restrykcyjne prawo poparło 367 posłów, tylko 18 było przeciw, 2 wstrzymało się od głosu, 73 nie wzięło udziału. Konkretnie kto jak głosował możecie zobaczyć tutaj. Przekładając to na dzisiejszą scenę polityczną są to ludzie obecnie związani m. in. z PO, PiS, PSL i SLD.

Oficjalnie nie chodziło o to, by uderzyć w zwykłych użytkowników narkotyków. Zarówno z ust polityków establishmentu, jak i w głównych mainstreamowych mediach można było usłyszeć jedną prostą śpiewkę: nowe prawo miało tak naprawdę pomóc skuteczniej eliminować dilerów, którzy jakoby wtedy nosili przy sobie zawsze tylko małe ilości narkotyków, by skutecznie się w razie wpadki wykpić. Dla osoby zorientowanej chociaż trochę w świecie dragów ten argument musiał od początku pachnieć bzdurą: przeciętny diler nie sprzedaje przecież grama MJ, czy dwóch tygodniowo. Jeżeli nawet nie ma przy sobie sporej ilości towaru, to przecież jednak musi go mieć „pod ręką”. Ale dla ogółu społeczeństwa, mającego nikłe wyobrażenie o tym, jak wygląda świat nielegalnych używek tego rodzaju argumentacja wyglądała przekonująco.

Drugim głównym pretekstem, jaki w dyskusjach wysuwano (trzeba przyznać, że brzmiącym dużo bardziej szczerze) była chęć drastycznego zmniejszenia popularności narkotyków poprzez odstraszanie surowymi karami. Decydenci polityczni uwierzyli w „skuteczność kija”, czyli w to, że ludzie przestaną zażywać nielegalne substancje tylko dlatego, że będzie im za to grozić pójście do więzienia. To oczywiście się nie sprawdziło.

Pusty żal Kwaśniewskiego

Wiele osób liczyło jeszcze na to, że trochę więcej rozsądku od parlamentarzystów wykaże ówczesny prezydent – Aleksander Kwaśniewski. Sam już był wtedy znany z zamiłowania do jednego z najsilniejszych narkotyków – alkoholu. Mógł zawetować ustawę, ale zamiast tego ją podpisał 11.11.2000 r. Po latach przyznał, że popełnił wtedy błąd: – Ustawa, która powstała za czasu rządów AWS i ówczesna dyskusja prowadzona przez rząd z udziałem licznych ekspertów wskazywała, że restrykcyjna, twarda polityka będzie skuteczna.

Dziś wiadomo, że nie dość, że nie dała skutku, to 400 tys. ludzi – często młodych, tylko próbujących narkotyków, studentów złapanych z jointem – zostało skazanych. Prawdopodobnie dużej części z tych ludzi złamano kariery, mają trudności ze znalezieniem pracy. (…) Na własne życzenie tworzymy armię ludzi, którzy mają złamane kręgosłupy i którzy po wyrokach skazujących prawdopodobnie mogą stać się prawdziwymi uczestnikami rynku narkotycznego – stwierdza były prezydent.

Dodaje ponadto: – Nie wiemy, że alkohol czy papierosy są dużo bardziej niebezpieczne od marihuany. A to jest udowodnione w najbardziej wiarygodnych badaniach medycznych. W Polsce alkohol i papierosy są kulturowo oswojone, nie stanowią żadnego tabu, a marihuana nigdy u nas nie rosła, nie wiemy, jak to działa. Nie chodzi o to, żeby zachęcać, propagować, tylko żeby na liście niedobrych dla zdrowia używek zrobić wreszcie porządek. Trzeba wiedzieć, że dla Polski większym problemem jest 800 tys. ludzi uzależnionych od alkoholu, czego skutki rodzinne, ekonomiczne i społeczne są znane, a nie niewielka ilość [narkotyku] u młodego człowieka, który chce spróbować. Nie powinien tego robić oczywiście, to błąd. Ale to tylko błąd i nie powinno to być przestępstwo, które jest karane wyrokiem – zauważa Kwaśniewski (cały artykuł dostępny tutaj)

SLD i lewicowe ideały

Pierwszą poważną szansą na zmianę przepisów wielu ludzi upatrywało w rządach SLD, które już w 2001 r. przejęło władzę. Liberalna polityka narkotykowa jest jednym z typowych postulatów lewicowych formacji. Ale historia pokazała już nie raz, że SLD jest dość specyficzną lewicą. Leszek Miller bynajmniej nie wykazywał zainteresowania zmianą prawa, w wyniku którego ludzie lądowali w więzieniu za jointa. Dopiero po objęciu teki premiera przez Marka Belkę, minister zdrowia Marek Balicki podjął śmiałą walkę o złagodzenie restrykcyjnych przepisów. Poniósł porażkę – do pomysłu odejścia od karania za małe ilości narkotyków nie udało mu się przekonać nawet posłów z SLD. Ostateczny projekt z jakim wyszedł nie zmieniał nic w kluczowym artykule 62.

Na początku 2016 r. miałem o tym okazję z nim rozmawiać: – Część posłów SLD wtedy była konserwatywna, nie miała odpowiedniej wiedzy, wierzyła w mity. Nie było wtedy sprzyjającego klimatu – przyznał otwarcie Balicki. Mówiąc ze mną o tym ,co wtedy się działo wokół medycznej marihuany dodał: – kibicuję wykreślaniu wszelkich niemądrych, kretyńskich regulacji. Ludzie zawsze się będą odurzali, żadne prawo tego nie zmieni – stwierdził. Były minister zdrowia jest jednym z nielicznych polityków establishmentu, którzy od lat konsekwentnie działają na rzecz zmiany obecnego prawa.

Artykuł 62a i światełko w tunelu

Dopiero w 2011 r. za rządów PO uchwalono przytoczony już wcześniej artykuł 62a (przy okazji nie omieszkano zaostrzyć kar za przestępstwa narkotykowe w paru innych punktach). Pozwala on na umorzenie postępowania wobec osoby zatrzymanej z narkotykami). Warto jednak zaznaczyć, że dany przypadek musi spełniać jednocześnie trzy warunki (co bynajmniej nie jest oczywiste, gdy się samemu czyta przepis): nieznaczna ilość posiadanego narkotyku, przeznaczenie go na własny użytek oraz niski stopień społecznej szkodliwości.

Warto zaznaczyć, że już wcześniej organy ścigania miały możliwości prawne pozwalające umorzyć sprawę o posiadanie narkotyków, choćby z tytułu artykułu 17. § 1 pkt. 3. Kodeksu Postępowania Karnego. Bardzo rzadko jednak z tego korzystały. 62a miał ułatwić całą procedurę i zachęcić je do stosowania takiego rozwiązania. Uchwalenie tego przepisu bardzo mocno krytykowały środowiska prawicowe (większość tego typu głosów zebrano tutaj). Wielu polityków i komentatorów z tej strony twierdziło, że przepis ten na powrót de facto legalizuje posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. Wystarczy porównać ten zapis z dawnym punktem 4. art. 48. ustawy z 1997 r. by zauważyć, jak wiele w istocie je różni i uznać twierdzenia prawicy za czystą mrzonkę.

Czego jednak nikt nie przewidział to fakt, że przepis ten w praktyce będzie stosowany zadziwiająco rzadko. Helsińska Fundacja Praw Człowieka świetnie opisała tę kwestię w swoim raporcie z 2014 r. (dostępny tutaj). Przez pierwsze lata funkcjonowania zapisu prokuratorzy i sędziowie praktycznie z niego nie korzystali… z wygodnictwa. Musieliby bowiem nauczyć się go stosować, woleli więc sprawy procedować starym trybem.

liczba-spraw-umorzonych-art62

W 2012 r. umorzono zaledwie 2145 spraw (umorzenia dokonane przez prokuraturę bądź sądy), w stosunku do 19 140 skazań w ramach innych punktów artykułu 62. Czyli nowe prawo zastosowano mniej więcej w co dziesiątym przypadku. To czy nasza sprawa miała szanse na umorzenie zależało w dużym stopniu od… miejsca zamieszkania – sugerowałoby to, że części funkcjonariuszy jednak chciało się zapoznać z nowym przepisem, większości zaś nie (szczegółowe info zawierają grafiki).

62a w opinii ekspertów

Skontaktowałem się z Marcinem Chałupką, szefującemu Narkopolityce (projekt Krytyki Politycznej) i Agnieszką Sieniawską, przewodniczącą Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej by skomentowali jak sytuacja wygląda obecnie.

Chałupka twierdzi, że od 2012 r. niewiele się zmieniło. W bardzo delikatnych słowach sugeruje, że nowy zapis okazał się, przynajmniej po części, niewypałem: – Można wyciągnąć wniosek, że intencje ustawodawcy nie spełniły się w dostatecznym stopniu. Głównym celem nowelizacji było ograniczenie kosztów związanych z kryminalizacją narkotyków na własny użytek, doprowadzenie do sytuacji, że najczęściej młode eksperymentuje osoby nie będą miały wpisanych w akta wyroków – stwierdza.

Szersze światło na sprawę rzuca Sieniawska. Zauważa, że ze strony rządowej zabrakło odpowiednich szkoleń dla prokuratorów, przygotowania ich do korzystania z przepisu. PSPN na ile może na tyle próbuje wypełnić tę lukę: – Prokuratorzy skarżą nam się, że nie mają odpowiednich informacji, mają problemy z określeniem co jest dużą ilością, a co małą. Współpracując z prof. Krzysztofem Krajewskim, który jest autorem zapisu 62a w 2013 r. rozesłaliśmy po prokuraturach wytyczne co do jego stosowania, wraz z tabelami wartości granicznych. Feedback był taki, że oprócz podziękowań dostaliśmy także… prośby o dosłanie większej ilości egzemplarzy z wytycznymi – stwierdza. Rząd PO z jednej strony odważył się więc wprowadzić przepis łagodzący dotychczasowe prawo, z drugiej nigdy nie chciało mu się go uzupełnić przepisami wykonawczymi tak, aby mógł być szeroko stosowany.

Sieniawska dostrzega wygodnictwo prokuratorów,jakkolwiek w ich zachowaniu nie widzi chęci celowego szkodzenia: – W oparciu o dotychczasowe praktyki sprzed wprowadzenia 62a ugruntowały się u prokuratorów pewne nawyki, pewien schemat działania od którego trudno im czasem odejść. Jednak nie dostrzegam w ich działaniu złej woli. To nie jest kwestia jakiejś ich ideologii. Tutaj działają po prostu ich złe przyzwyczajenia. Warto przy tym mieć świadomość, że prokuratorzy zwłaszcza w prokuraturach rejonowych (a tam trafiają sprawy o posiadanie) to po prostu bardzo ciężko pracujący ludzie. Często ogromnie przeładowani obowiązkami. Ich praca nie jest normowana czasowo, bo jest służbą, mają po prostu zadania do wykonania. Poza tym prokuratorzy rejonowi zależą od Prokuratury Generalnej, a ta obecnie nie wykazuje zainteresowania szerszym stosowaniem art. 62a. To wszystko ma niestety swoje przełożenie na skłonności do opierania się na już wypracowanym modelu – zauważa przewodnicząca PSPN.

Czy czeka nas lepsze jutro?

Czy w najbliższej przyszłości jest szansa na to, że posiadanie niewielkiej ilości narkotyków zostanie zdepenalizowane? Ten tekst oprócz kompleksowego przedstawienia artykułu 62. miał być właśnie apelem o to. Jeśli kogoś nie przekonują wypowiedzi Kwaśniewskiego, Balickiego, Gużyńskiego, Wodeckiego i innych celebrytów, Jabłońskiego, Chałupki, komentarze profesorów prawa karnego, raporty Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wreszcie absurdy wychwycone przez Sieniawską, to powinny przekonać go statystyki, które jednoznacznie wskazują, że mamy do czynienia z chorym prawem.

graf5
źródło youtube.com

Ale zamiast o depenalizację chciałbym tym tekstem zaapelować o cierpliwość i rozwagę. Skłania mnie do tego świadomość, kto jest obecnie u władzy – historia art. 62. pokazuje dwuznaczną postawę środowisk lewicowych i liberalnych, natomiast prawica jeśli w ogóle interesowała się prawem dotyczącym narkotyków to tylko po to, by wzmacniać wymiar kar lub protestować przeciwko ich łagodzeniu.

A jeżeli to kogoś nie przekonuje pozwolę sobie przytoczyć słowa, którymi Sieniawska zakończyła rozmowę ze mną: – W tej chwili nie dostrzegam szans na złagodzenie obowiązującego prawa. Powiem szczerze, że przy obecnej władzy tak naprawdę lepiej nie ruszać tematu. Normalnie prowadzimy działalność adwokacyjną w tym kierunku, próbujemy wpływać na decydentów politycznych. Natomiast obecne sytuacja jest taka, że lepiej z tym tematem w ogóle nie iść do Sejmu, bo może się jeszcze zdarzyć, że w ogóle wycofają nam art. 62a czy 72. ustawy. W tej chwili ruszając tę sprawę mogłoby być jedynie jeszcze gorzej – uprzedza Sieniawska.

Manuel Langer

napisz do autora: manuellanger@cannabisnews.pl

nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep

1 KOMENTARZ

Comments are closed.