GanjaFarmer

Rafał Ziemkiewicz – jego przedstawiać nie trzeba. To jedna z najbardziej opiniotwórczych osób na polskiej prawicy. Postanowiliśmy zapytać go o jego stosunek do marihuany. Delikatnie mówiąc nie jest on entuzjastą konopi. Jego generalnie wroga i nieufna postawa nie ma w sobie jednak nic ze ślepej zatwardziałości, która charakteryzuje tak wielu przeciwników zioła. Co więcej jest on zwolennikiem depenalizacji narkotyków. Zapraszamy do wywiadu.

Pan jest zdaje się dość sceptyczny, co do stosowania przez lekarzy tzw. medycznej marihuany?

Ziemkiewicz: Powiedzmy że raczej staram się dać wyraz temu, że tocząca się obecnie dyskusja jest dla mnie niezrozumiała. Jeżeli medyczną marihuaną nazywamy rozmaite preparaty, które są robione na bazie marihuany i mają medyczne zastosowanie, to nie widzę powodu, dla którego ma to być w jakiś nowy sposób rozwiązywane jakąś nową ustawą. Bo jest przecież ustawa o tym jak się przyrządza rozmaite leki i dopuszcza je do obiegu. Mogą one być robione z oczywistych narkotyków, typu morfina, mogą być robione z jadu węża i rozmaitych innych substancji. Nie ma powodu, aby ta ustawa była w jakiś inny sposób stosowana jeśli chodzi o kannabinoidy, czy też jak się tam nazywają związki pozyskiwane z marihuany.

Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

Natomiast jeżeli chodzi w tej ustawie po prostu o ułatwienie palenia normalnej marihuany pod hasłem, że to są chorzy i to im sprawia ulgę, to w takim wypadku jest to zwykła ściema. Taka sama, jaką była w czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych tzw. medicinal whisky, czyli normalna whisky sprzedawana w aptekach na receptę, jako wspomagający środek w terapiach… nie jestem pewien, bodajże nerwowych; depresji i innych stanów. W czasie prohibicji dane oficjalne wskazywały, że zachorowalność na choroby leczone przy użyciu „medycznej whisky” wzrosła o 10 000%…

Zadaję więc pytanie, tym którzy mówią o medycznej marihuanie: co oni mają na myśli? Gdy mówię, że to ściema, oni odpowiadają: „Ależ nie! Nie chodzi o zwykłą marihuanę – o to, żeby ktoś tam mógł sobie ją sadzić w ogródku, tylko o preparaty robione na bazie marihuany”. Gdy mówię, że nie widzę problemu – dlaczego preparaty na bazie marihuany nie mają być realizowane na bazie obowiązującego prawa, no to wtedy słyszę, że chodzi o to, żeby mogli sobie uprawiać marihuanę i palić na własny użytek.

Czyli innymi słowy uważa pan, że aktywiści konopni próbują poprzez swoisty wytrych wprowadzić marihuanę do normalnego obiegu?

Trzeba się zawsze obawiać takich sytuacji. Tego, że chodzi o wprowadzenie tylnymi drzwiami czegoś do obiegu. Przekonanie, że narkotyk jest lekarstwem… oczywiście każdy narkotyk może być lekarstwem przy rozsądnym używaniu. Ale to się musi odbywać pod nadzorem lekarza i ludzi, którzy się na tym znają. Przyznam, że znam tu bardzo sprzeczne opinie. Lekarze są tu tak samo podzieleni, jak ludzie nie zajmujący się tą sprawą zawodowo. No bo przecież wielu lekarzy, którym nie można zarzucić braku znajomości rzeczy twierdzi, że medyczne właściwości zwykłej marihuany – tej używanej jako ziela w drodze wziewnej, są znikome. Że owszem, można wydobywać z niej rozmaite ekstrakty i używać ich do robienia rozmaitych leków w rozmaitych stężeniach. Natomiast samo np. zwalczanie bólu przez palenie marihuany, zdaniem wielu lekarzy, jest mitem. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy powołują się na rozmaite badania, jako laik nie jestem w stanie sprawdzić kto ma rację. Natomiast jako ojciec 2-óch córek jestem zainteresowany tym, aby one nie miały możliwości zetknięcia się z marihuaną, jako z czymś legalnym.

Pomówmy więc teraz trochę o tej „zwykłej” marihuanie, bez przedrostka „medyczna”. Pan zdaje się jest przeświadczony, że ona jest bardzo szkodliwa dla zdrowia…

Są badania, które pokazują, że regularne palenie – zwłaszcza jeżeli mówimy o ludziach młodych – bardzo źle wpływa na umysł, na zdolność koncentracji, zdolność kojarzenia. Jest też wiele świadectw ludzi, którzy to potwierdzają. A ponieważ marihuana jest rzeczą, bez której można się w życiu obyć, więc sądzę, że lepiej dmuchać na zimne, niż zbyt pochopnie legalizować taką substancję.

Aktywista konopny mógłby w tym momencie powiedzieć, że skoro marihuana jest szkodliwa dla zdrowia, to palaczy powinno się leczyć, wysyłać do ośrodków terapeutycznych – a nie karać. Co by pan na taki argument odpowiedział?

W ogóle nie jestem za karaniem kogokolwiek za to, że robi coś, co może zaszkodzić jemu samemu. To jest jakaś dziwna filozofia, która pozbawia człowieka możliwości wolnego wyboru. Na to się absolutnie nie zgadzam. Można uważać marihuanę za świństwo i truciznę, ale jeżeli ktoś jest dorosły i chce się truć, bo ma inne ode mnie zdanie, to jest to tylko i wyłącznie jego sprawa.

Karałbym za podanie substancji psychoaktywnych dzieciom. To jest zupełnie co innego. Natomiast na pewno nie sugerowałbym karania za narkotyki, jeżeli zażywa się je z własnej woli i robią to ludzie dorośli, odpowiadający za siebie. W ogóle byłbym tutaj raczej za tym, żeby znaleźć taki sposób funkcjonowania tych ludzi, żeby nie powtarzać błędów amerykańskiej prohibicji, która jak wiemy miała mnóstwo negatywnych skutków, efektów niezamierzonych.

Czy nie powtarzać też tego, co się dzieje obecnie w zachodnim świecie z narkotykami twardymi, które bardzo ciężko jest zwalczyć, ponieważ zakaz powoduje, że handel nimi jest tak bardzo opłacalny, a wykrywalność tego z natury rzeczy jest niska – przy dziesięciokrotnym, czy dwudziestokrotnym przebiciu zawsze znajdą się ludzie gotowi zaryzykować i zawsze mafie będą się fantastycznie na tych zakazach tuczyły.

To jest duży problem, oczywiście nie będę udawał, że jestem tak genialny, że wiem jak go rozwiązać w skali światowej. Ale myślę, że tego rozwiązania trzeba szukać raczej w depenalizacji i stworzeniu takiego jakby „getta”, gdzie ci, którzy chcą używać takich substancji mogliby to sobie robić na własną odpowiedzialność.

Pozwolę sobie zadać jeszcze jedno pytanie – nie wiem, czy nie jest zbyt osobiste – nie musi pan odpowiadać, jeśli nie chce: powiedział pan wcześniej, że obawia się o swoje dzieci – co by pan zrobił – jako ojciec – gdyby pan przyłapał którąś z córek na paleniu marihuany?

Jak bohaterka jednego z takich sitcomów, które kiedyś oglądałem: kazałbym mojej córce patrzeć, a następnie wziąłbym surowe jajko, położył to jajko na stole, wpierdolił w nie patelnię i powiedział jej, że to właśnie robi z jej mózgiem marihuana.

5 KOMENTARZE

  1. „kazałbym mojej córce patrzeć, a następnie wziąłbym surowe jajko, położył to jajko na stole, wpierdolił w nie patelnię i powiedział jej, że to właśnie robi z jej mózgiem marihuana.” … tak też wytłumacze moim dzieciom działanie religii na świecie, dziękuję Panie Ziemkiewicz

  2. Skąd on może wiedzieć co dzieje się z mózgiem w trakcie palenia jak nie pali i każdy organizm jest inny xD
    Sam palę parę ładnych zielonych lat i lekkie leciutkie braki koncentracji się czasem pojawiają, nie jestem w stu procentach pewny że to przez palenie bo może to być przyczyną zmęczenia. Innych skutków ubocznych nie zauważyłem oprócz tego że za 0.2 grama (wygrzebane z młynka) dostałem do zapłaty 2 tysiące zł kary.

  3. Dobrze gada, prohibicja nie działa, a najśmieszniejsze jest jak wojsko czy policja walczy z rośliną – tak z rośliną a nie z kradzieżami, mafią, wyłudzeniami, niewolnictwem, KORUPCJĄ. To może jutro kamienie będą bili i konfiskowali.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here