GanjaFarmer

Tak, to SM. Diagnoza w końcu dociera do świadomości, ciała zresztą nie da się oszukać. Wyniki różnorodnych badań potwierdzają „to” jednoznacznie. Niemożliwe. Te wszystkie lata życia, pracy, czasem porażek, czasem sukcesów, ambitne plany na przyszłość… GRUBA KRESKA. Odtąd życie można podzielić na przed i po. Zaprzyjaźnić się z chorobą? Znienawidzić?

Spokojnie, to tylko psychika

marihuana medyczna
Różne odmiany konopi indyjskiej

Łatwo powiedzieć. Setki mądrych podręczników, uczonych autorów, propozycje różnorodnych terapii. Co wybrać i czy w ogóle ma to jakikolwiek sens, w końcu to nieuleczalna choroba. Tajemnicą poliszynela jest, że nie każdy zdiagnozowany radośnie pobiegnie, (a raczej powlecze się), do specjalisty i rozpocznie mozolną próbę leczenia. Lekarze wypiszą leki (działające objawowo, przy odrobinie szczęścia leki modyfikujące), zalecą rehabilitację, odpowiedni styl życia. Nie każdy z diagnozą będzie w stanie do tych zaleceń się dostosować. Wsparcie społeczne – ważne, koszty leczenia – ważne, ale najważniejsze jest własne podejście do choroby. Ideałem byłoby trafienie do lekarza, który potraktuje nas indywidualnie, weźmie pod uwagę naszą osobowość, warunki, możliwości i potrzeby, nie tylko te fizyczne. Ciało nie istnieje bez psychiki i dobry lekarz o tym wie.

Jeżeli jesteśmy w grupie tych szczęściarzy, którym udało się przejść szczęśliwie kolejne etapy: lęku i zaprzeczania, buntu i gniewu, depresji, w końcu jako takiej akceptacji naszego położenia, jeżeli pomyślnie przewartościowaliśmy swoje życie, to nie osiadajmy na laurach. Choroba zaskakuje wciąż czymś nowym prędzej lub później, zgodne życie z nią to zadanie na kolejne lata, jak nie kończąca sie opowieść… Udowodniono, że poziom akceptacji społecznej wyznacza stopień akceptacji samego siebie, role społeczne pozostają te same, a że nie jest już możliwe wywiązanie się z obowiązków w sposób taki, jak przed chorobą, to maska boli… Obraz własny odgrywa istotną rolę w subiektywnie odczuwanej jakości życia. Richard S. Lazarus zwrócił uwagę na różne możliwości naszego postrzegania sytuacji: jako poczucia krzywdy, zagrożenia, wyzwania. Jeżeli sporządzimy bilans zysków i strat i otrzymamy wartość ujemną, a do tego jesteśmy typem zorientowanym na osiąganie celu, będziemy poszukiwali dalej. Informacji, opisów przypadków, niecodziennych sposobów radzenia sobie i leczenia, polepszania jakości każdego, pozostałego nam dnia życia. Przetrząśniemy zasoby internetu tudzież skorowidze najlepiej wyposażonych bibliotek, najlepiej akademickich. Znajdziemy. Medyczna marihuana. Cannabis. Konopie. Od dwóch lat w Polsce dostępny Sativex.

Historia medycznej marihuany

Hieroglify egipskie przedstawiające liście marihuany
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

Egipskie hieroglify i papirusy, chińskie zielniki, opisują stosowanie marihuany jako leku na długo przedtem, zanim wymyślono sposób, by o tym napisać.

starozytna marihuana
Płaskorzeźba przedstawiająca człowieka palącego z fajki

Chiny (ok. 2700 r. p.n.e.): zalecano konopie w leczeniu: zmęczenia, dny moczanowej, reumatyzmu, malarii, zaparć, roztargnienia, a także do znieczulania pacjentów podczas operacji chirurgicznych. Znalezisko archeologiczne pochodzące z terenów obecnych Chin, odkryte w 2008 roku potwierdza jednoznacznie wielką wartość, jaką przypisywano temu zielu. W grobowcu szamana z plemienia Gushi, obok pochowanego ciała, znaleziono 789 gramów suszu konopnego. Doktor Ethan Russo, autor badania opublikowanego w „The Journal of Experimental Botany” stwierdził, że Gushi prawdopodobnie używali marihuany do kontroli bólu.

Egipt (ok. 2000 r. p.n.e. i później): Papirus Ramzesa III (ok. 1700 r. p.n.e.) podaje receptę na konopne lekarstwo w przypadku jaskry. Uważano też, że mycie oczu liśćmi konopi o świcie, po tym jak po nocy zebrała się na nich rosa, ulży w objawach choroby. Papirus Ebersa (ok. 1600 r. p.n.e.) zawiera około 900 receptur przyrządzania różnych medykamentów, zaleca stosowanie konopi na stany zapalne pochwy, problemy z łożyskiem w trakcie ciąży, napar z nasion na uśmierzanie bólu macicy, olej podczas stanów zapalnych błony śluzowej. Także okłady w połączeniu z miodem, żywicą i ochrą zalecano na problemy z paznokciami i palcami u rąk i nóg. Papirus Berliński (ok. 1300 r. p.n.e.) w zachowanej recepturze numer 81 zaleca zewnętrzne stosowanie konopi w formie maści do łagodzenia stanów podgorączkowych i zapalnych. Z zachowanych fragmentów Papirusu Chestera Beatty’ego VI (ok.1300 r. p.n.e.) wynika, że konopie stosowano w postaci kruszonych nasion na dolegliwości związane z chorobami jelit.

Rzym (ok. 50 r. n.e.) w dobrym stanie zachowały się księgi ówczesnych pisarzy i badaczy, wspominających o dobroczynnym wpływie konopi na zdrowie człowieka i nie tylko. Pliniusz Stary (23 – 79 n.e.), autor „Historii Naturalnej” pisał, że zioło konopi pomocne jest w zwalczaniu insektów w uszach z zaleceniem podawania zwierzętom jucznym. Twierdził, że wywar z korzenia powoduje rozluźnienie stawów, co pomaga w dnie moczanowej i podobnych dolegliwościach. Dioskurydes (40 – 90 n.e.), autor dzieła „De Materia Medica”, lekarz, farmakolog i botanik uważał, że gdy ziele się konsumuje, redukuje ono popęd seksualny, a gdy się je pije, uśmierza ból uszu. Galen (130 – 200 n.e.), lekarz, autor „De Alimentorum Facultatibus”, zaleca wywar z nasion konopi w łagodzeniu bólów ucha, a także w celu poprawienia humoru.

Wieki Średnie (V – X w n.e.) zwane „ciemnymi wiekami”. Z okresu po upadku cesarstwa rzymskiego niewiele zachowało się źródeł pisanych. Ogromna część wiedzy medycznej odeszła wraz z czarownicami, spalonymi na stosach. To one trudniły się uzdrawianiem opartym na ziołolecznictwie.

Anglia (XVI w. – XVII w.) za sprawą podróżnych, wracających ze Wschodu, ludzie na nowo zaczęli interesować się marihuaną. Zielnik Jana Gerarda (1597 r.), ilustrowany „The Herball or Generall Historie of Plantes”, zawiera receptury mikstur z nasion, zalecanych dla złagodzenia bólu ucha i leczenia wczesnej fazy żółtaczki. Zielnik Nicholasa Culpepera (1653 r.) „Complette Herbal”, uzupełnia zastosowanie konopi o wywar z korzenia przynoszącego ulgę w stanach zapalnych, bólach stawów w dnie moczanowej, bólach ścięgien i bioder.

Cannabis-Powder-B
Lekarstwo ze sproszkowanego ekstraktu Cannabis Indica z XIX wieku

Złoty Wiek Medycznej Marihuany (1837 r. – 1937 r.) dla większości świata zachodniego konopie stały się powszechnym lekiem przeciwbólowym. Doktor William Brooke O’Shaughnessy, absolwent Uniwersytetu w Edynburgu, po powrocie z Indii przywiózł od mahometańskich i hinduskich lekarzy ogromną wiedzę na temat zastosowania marihuany. Prowadził badania na myszach, psach, królikach i kotach. Później z powodzeniem podawał własne wyciągi i nalewki pacjentom jako antidotum na drgawki, skurcze mięśni, problemy menstruacyjne, reumatyzm, tężec, wściekliznę, padaczkę, jako środek uspokajający i nasenny.

Na cenzurowanym

Jeszcze przed końcem złotego wieku, popularność marihuany zaczęła gwałtownie spadać. Konopie nazwano „evil weed” („szalone zielsko”), pod wpływem którego ludzie mieli dopuszczać się zabójstw, samobójstw, gwałtów i innych agresywnych zachowań. Jako pierwsze pojawiły się lokalne regulacje prawne przeciwko marihuanie w wielu amerykańskich stanach i innych częściach świata, w Polsce była to ustawa z 22 czerwca 1923 r., która zabraniała „wytwarzania, przeróbki, przywozu i wywozu, przechowywania oraz handlu (…) haszyszem”. Wówczas groziła za to przestępstwo roczna kara więzienia, grzywna oraz konfiskata nielegalnych środków.

A dzisiaj?

Niejeden „użytkownik” skorzystałby zapewne, gdyby urodził się sto lat temu. Ogół społeczeństwa w dalszym ciągu karmiony jest opowieściami, rzekomo udowodnionymi naukowo, o wielkiej szkodliwości konopi. Argumenty popierające nielegalność marihuany często opierają się na problemach społecznych, jakie może ona wywoływać, np.: obniżonej wydajności, nieostrożnym prowadzeniu pojazdów, niekontrolowanej agresji, zahamowaniu aktywności intelektualnej.

Publikowane przez naukowców wyniki często zaprzeczają sobie wzajemnie, co dla badań nad marihuaną jest bardzo charakterystyczne. Konfliktowe nastawienie opinii publicznej w sprawie stosowania marihuany również w medycynie, ma ogromny wpływ na hamowanie postępu badań. Przez całe stulecia preparaty oparte na tej roślinie przyczyniały się do poprawy zdrowia w wielu schorzeniach, także przewlekłych. Wydawałoby się, że obecnie może być już tylko lepiej.

Preparat Sativex, zalecany między innymi w SM, dostępny w Polsce od ponad dwóch lat na specjalne recepty z wtórnikiem, jest rzadko stosowanym lekiem. Powód? Po pierwsze cena. Koncerny farmaceutyczne nie udostępniają próbek, (w większości leków jest to możliwe), które pacjenci z SM mogliby otrzymać i sprawdzić, jak działa na ich organizm, zanim wydadzą trudno zaoszczędzone pieniądze (wielu z nich i tak ledwo wystarcza na podstawowe potrzeby życiowe). Czy ten lek musi być aż tak drogi? Nie jest przecież uzyskiwany w drodze inżynierii genetycznej czy innych drogich i skomplikowanych technologii. A udowodniono, że działa. Silnie przeciwbólowo i rozluźniająco, (co w spastyczności tak wiele znaczy), polepsza funkcje pęcherza i jelit, poprawia sen, relaksuje i korzystnie wpływa na jakość życia. Po drugie negatywne nastawienie. I pacjenci, i lekarze wiedzą, że preparat ten pochodzi z konopi, a więc narkotyku, a więc łamiemy prawo…

medyczna marihuana
Domowa uprawa medycznej marihuany

Tymczasem niewielu chorych bierze pod uwagę, a właściwie nie jest świadomych faktu, jak wiele leków to pochodne silnie uzależniających substancji. Popularne i bardzo często zalecane leki przeciwbólowe, antydepresyjne, przeciwlękowe, nasenne itp., prowadzić mogą i prowadzą do ich nadużywania.

Z pomocą przychodzą oleje CBD, które są produkowane w naturalny sposób, a co za tym idzie nie wykazują działania psychoaktywnego. Można je zakupić w Internecie legalnie, bez recepty, na terenie całej Polski. Takie połączenie kannabidiolu (CBD) i tetrahydrokannabinolu (THC) wykazuje znamienne działanie synergiczne i jest polecane przy spastyczności (przykład: lek Sativex zawiera oba kannabinoidy w zbliżonych proporcjach).

Dobrze, kiedy chorzy wspierają się nimi i stosują się do dawek terapeutycznych. Mechanizm uzależnienia jest bardzo złożony. W wypadku marihuany odkryto w wielu miejscach mózgu receptory dla THC, aktywnego składnika tej rośliny, co znacznie przyspieszyło wyjaśnienie mechanizmów działania endokannabinoidów, (naturalnie występujących substancji, przypominających działaniem marihuanę), prawdopodobnie pobudzających w ośrodkowym układzie nerwowym receptory CB1, odpowiedzialnych za nastrój, kontrolę bólu i poprawiających wiele innych funkcji neurologicznych. Badania ciągle trwają. Jak dotąd nie ustalono dawki śmiertelnej tego narkotyku, co czyni go z farmakologicznego punktu widzenia najbardziej bezpiecznym. W krajach innych niż Polska, THC jest używany w formie tabletek do leczenia chorych na AIDS i nowotwory. Palenie marihuany jest z reguły skuteczniejsze terapeutycznie, składniki aktywne dostają się do krążenia prawie natychmiast, osiągając wysokie stężenie we krwi w ciągu 5 – 10 minut. Dalsze badania nad marihuaną mogą wpłynąć na stanowisko opinii publicznej w kwestii dekryminalizacji i legalizacji tego zioła, obecnie bowiem w odbiorze społecznym marihuana pozostaje narkotykiem budzącym największe spory.

W tym miejscu warto zadać kilka pytań decydentom: Kiedy zostanie rozwiązany problem dostępu do takiego narkotyku, jakim jest marihuana, dla ludzi chorych? Czy prohibicja to dobre rozwiązanie dla wszystkich? Co z legalnością takich narkotyków, jak alkohol i nikotyna?

Osobiście uważam, że zioło o tak wszechstronnych walorach terapeutycznych, od dawna już powinno zająć należne mu miejsce w Farmakopei Polskiej. A właściwie, nigdy z niej nie powinno być wykreślone.

Bibliografia:

  1. Jan Strelau: Psychologia podręcznik akademicki, GWP Gdańsk 2002
  2. Spliff Gazeta Konopna nr 48, 2013
  3. Mitch Earleywine: Zrozumieć Marihuanę. Nowe spojrzenie na badania naukowe, Wyd. CIEŃ KSZTAŁTU Warszawa 2014
  4. Carlton K. Erickson: Nauka o uzależnieniach. Od neurobiologii do skutecznych metod leczenia, Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego 2010

Artykuł nadesłany anonimowo do redakcji Cannabis News

2 KOMENTARZE

  1. Przygodę z paleniem rozpoczęłam jeszcze za nastolatki, w szkole średniej. Potem poszłam na studia. I zdiagnozowano u mnie SM, w wieku 20 lat.
    „Trawka” pomaga się uspokoić, rozluźnić, pozbyć się dręczących myśli.
    Tylko jeden lekarz z przymrużeniem oka i uśmiechem na twarzy, wspomniał, że od czasu do czasu można sobie „pyknąć”.
    Potem już Go nie spotkałam.
    Pomaga, przy SM pomaga, to tak gówniana choroba, że słów aż brak 🙂
    Palę, nie ukrywam tego i czuję się po tym lepiej.
    Zawsze czułam się po tym lepiej, czy po rekreacyjnej, czy po medycznej i jakoś nigdy nie zwariowałam 🙂

    Nie wiem czy autorka posta będzie czytać komentarze,
    ALE!
    Chciałabym tylko wspomnieć o diecie Dr Wahls, to plan leczenia chorób autoimmunologicznych, zwłaszcza SM! Dr, która sama dla siebie była „obiektem doświadczalnym” i dzięki diecie, wstała z wózka 🙂
    Jesteśmy tym, co jemy!
    Oby wszystko co naturalne było legalne! 🙂

  2. Uważam że karzdy poczuje sie lepiej po narkotykach.
    Rozumię że to może pomuc. ( czasem sam się tak rozluźnię )
    Uwarzam że marihuana jest dobrym drogowskazem do stworzenia leku na spastyczność mięśni.

    Ja uważam że leki które dostajemy cały czas szkodliwie wpływają na organizm. (co 3 miesiace są badania krwi i moczu ) W marihuanie widzę lek który mógłby zastąpić Baklofen

    „Dokładny mechanizm działania baklofenu nie jest jednak poznany.” Wikipaedia „Baklofen znajduje również zastosowanie w leczeniu uzależnienia od alkoholu.” Czyli substancja która ma wpływ na organizm i nawet niewiemy jaki wystarczy że poproszę o to swojego lekaża prowadzącego mogę kupić za 15 PLN w każdej aptece.

    Znowu jak codzień wezmę Betaferon po którym do końca dnia będę się źle czuł (i nieodważyłem się nigdy prowadzić pojazdu odrazu po iniekcji ) dlatego go biorę przed snem.

    I ktoś mi mówi że jakaś substancja jest szkodliwa dla mojego zdrowia bo uzależnia jak przy betaferonie brak iniekcji objawia się bulem wątroby(GTTP około 300) . Biorąc co drugi dzień w jednym masz bul wątroby w drugim jesteś pod wpływem leku.
    + stres że dziś nie wziołeś albo że masz wziąść.
    wielu któży przyjmuje Betaferon jest dodatkowo na specjalnej diecie. Diecie która nie obciąża watroby.

    Gdyby udało się wyciągnąć jakieś wnioski co powoduje zmniejszenie spastyczności można by zrobić lek.

    A próbowałem robić cherbatę z liści i łodygi i nic – w moim przypadku.

    Zależy mi na leku z tego a nie na tym dla „leczenia się ” . Przyznaję uznaję marysię za coś złego widzę jak źle wpływa na innych ( zdrowych uzależnionych)

    Nie jestem uzależniony jedynie eksperymentuję dla polepszenia jakości swojego rzycia.

    W sumie miałem dostęp do marysi od samego początku ale nie spróbowałem bo to „czyste zło ”

    i w sumie żałuję – byłbym świadomy że mogą zrobic lek który mnie naprawdę zacznie leczyć. Tak straciłem tyle lat w chorobie i cierpieniu z cichą depresją.( żeby dostać lek musiałeś udowodnić że niemasz depresji i zamiast kożystać a pomocy cierpisz )

    Żeby było jasne w SM wielu przy dzisiejszych lekach wygląda na sprawnych podczas gdy poprostu całyczas ich boli.

    Jeśli środek nielegalny ma mi pomóc i pomaga to sory.

    Mam SM i wiem co mi pomaga .

    Innnym na dobre samopoczucie pomaga piwko wieczorem. Mi pomaga marysia 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here