GanjaFarmer

Bez takich ludzi jak on krzaki konopi hodowane przez wielu z was w szafach, piwnicach, czy nawet na świeżym powietrzu byłyby kiepskiej jakości, a plony mizerne. Nevil Schoenmakers nie bez powodu nazywany jest „królem konopi” – krzyżówki których dokonał w latach 80. cenione są do dziś i dały początek kolejnym wysokojakościowym odmianom zioła.

Legendarny hodowca

Schoenmakers swoją działalność oparł o założony przez siebie w Holandii i pierwszy na świecie bank nasion marihuany nazwany po prostu The Seed Bank of Holland. Jest ojcem m.in. takich cenionych odmian jak Nevil’s Haze, Northern Lights Haze, Super Silver Haze, Nevil’s Skunk, Super Skunk, Silver Pearl, Silver Haze, a także wielu innych. Z Niderlandów jego krzyżówki trafiły pod strzechy domów całego świata, a zwłaszcza do innych krajów Europy i USA, gdyż były stworzone z myślą o mało sprzyjających warunkach klimatycznych tej części świata. Jego bank nasion był swego czasu największym biznesem konopnym, odpowiadającym za sporą część całego rynku. Ale zacznijmy od początku.

A zaczęło się od opiatów…

Schoenmakers urodził się w Perth w Australii w 1956 r. Jego rodzice byli Holendrami. Z Mary Jane zapoznał się jako młody chłopak, ale bardziej od trawki zainteresowały go opiaty. Zaczął je nie tylko zażywać, ale także nimi dilował (obok tego posiadał normalną pracę na uniwersytecie – był asystentem laboratoryjnym). Na skutek wtopy (zakapowała go na policji dziewczyna, która zaliczyła „wpadkę’. Schoenmakers poczęstował ją wcześniej swym towarem, wskazała go jako swoje źródło) uciekł z kraju. Nie jest jasne, w którym momencie marihuana zaczęła go interesować bardziej niż opiaty. W każdym razie w 1976 r. znalazł się w Holandii, gdzie pomógł mu się zainstalować jego wujek. Tam tak naprawdę zaczęła się jego legenda – stał się hodowcą marihuany. Na dodatek szybko okazało się, że bardzo wybrednym i dobrym hodowcą.

Nasiona, jakie można było wtedy dostać w naszej części świata pochodziły z krzaków konopi z Tajlandii, Kolumbii i z wybrzeży Afryki. Bardzo źle znosiły miejscowy klimat. „Król konopi” zaczął więc eksperymentować z krzyżówkami, tak by dało się wyhodować roślinę o dużym potencjale, której nie przeszkadzałby umiarkowany klimat, niezbyt wysokie temperatury i niewielka ilość słońca.

Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

NL_d50_2_mod

Niezwykle utalentowany hodowca

Schoenmakers okazał się bardzo zdolnym biologiem, a poza tym nie można mu było odmówić zapału i pracowitości. Hodowla i krzyżowanie, które na początku były jego hobby w przeciągu kilku lat rozrosły się w całkiem poważny biznes. Jego hybrydy okazywały się wytrzymałe, dorodne i dawały bardzo mocne zioło. W 1984 r. otworzył już wspomniany bank nasion The Seed Bank of Holland, a jego klientami stali się także zagraniczni hodowcy z innych krajów Europy i USA. Pieniądze na nasiona przesyłali mu tradycyjną pocztą. Zwitki pieniędzy były zawijane w specjalną folię, która miała zapobiec prześwietlaniu koperty przez urzędników i odkryciu ich zawartości. W drugą stronę wędrowały woreczki z nasionami.

Biznes Schoenmakersa był już wtedy, w latach 80. w Holandii zupełnie legalny. Nasionka to przecież nie to samo co wyhodowane już krzaki. Dla władz jego firma była równie w porządku jak każda inna – płacił podatki, spełniał wszelkie formalne normy… Tylko że „hala produkcyjna” wyglądała troszkę inaczej niż zazwyczaj – główną siedzibą firmy było po prostu mieszkanie Schoenmakersa. Steven Hagen z „High Times” w artykule z 1986 r. barwnie opisał to klimatyczne miejsce. Obszerny apartament zatłoczony był dorodnymi krzakami konopi, którymi dziennikarz znany z zamiłowania do gandzi się zachwycał.

Schoenmakers, choć towarzyski, w miarę rozwoju swojej działalności coraz mniej chętnie przyjmował gości – zabierali mu czas, który mógł poświęcić na opracowywanie nowych, silnych hybryd. W samym 1985 r. jedynie ze sprzedaży na rynek amerykański zarobił pół miliona dolarów, zaopatrując 15 000 hodowców (rośliny wyhodowane z jego nasion wielokrotnie wygrywały prestiżowy Cannabis Cup, który jest przyznawany każdego roku dla najlepszej odmiany zioła). I to stało się zaczątkiem jego problemów. Bo o ile był w porządku dla służb holenderskich, to zaczął poważnie irytować amerykańską agencję ds. narkotyków (DEA).

sensis_nevilles_haze

Jankesi mieszają się do wszystkiego

W 1990 roku stał się celem agencji w ramach operacji „Zielony kupiec”. Na prośbę Amerykanów został zatrzymany przez służby australijskie podczas pobytu w tym kraju (odwiedzał krewnych w rodzinnym Perth). Było to 24 lipca 1990 r. DEA postawiło mu zarzut sprzedaży nasion tajnym agentom tej służby z Nowego Orleanu. Schoenmakers prawie rok spędził w australijskim więzieniu, czekając na ekstradycję do USA. Jego przyszłość nie rysowała się w kolorowych barwach. Jednak w pewnym momencie jego adwokatowi udało się przekonać wymiar sprawiedliwości, aby „król marihuany” na ekstradycję mógł czekać na wolności za poręczeniem majątkowym. Żądana kwota została wpłacona i Schoenmakers oczywiście uciekł z Australii. Udało mu się powrócić do Holandii. Tam też amerykańskie władze zwróciły się z wnioskiem o czasowe uwięzienie naszego bohatera, a następnie jego ekstradycje do USA, ale prośba ta została odrzucona, ponieważ w świetle holenderskiego prawa „król konopi” nic złego nie zrobił.

W 1991 r. Schoenmakers sprzedał The Seed Bank of Holland, pracował potem krótko jako zwykły hodowca, założył jeszcze jedną firmę, by w 1998 r. odsunąć się nieco od jasionowego biznesu. Od tego czasu udzielał się w naszym środowisku głównie jako aktywista, m.in. brał ostatnio udział w australijskiej kampanii na rzecz legalizacji medycznej marihuany w tym kraju.

Wiele z nasion hybryd stworzonych przez Schoenmakersa można kupić obecnie zupełnie legalnie także i u nas w Polsce, np. tutaj.

Manuel Langer

napisz do autora: [email protected]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here