GanjaFarmer

…że oni po pierwsze palą i po drugie, że to jest nienaturalne w pewien sposób, np. rozmowę wcześniej mówili komuś „A jutro nie mamy szkoły, bo idziemy do kina”. No wiadomo więc o czym mówią. To jest dość proste i łatwo się tego typu porozumiewania nauczyć, bo druga osoba wiedząc o czym mowa zawsze z kontekstu rzecz wyłapie, np. chłopcy powyżej umawiali się na klasówkę pomimo tego, że nie mieli tego dnia mieć lekcji.

Wyrażenia z tej czwartej grupy są też często tworzone w muzyce raperskiej, np. „ziom weźmy coś tam”, bo coś tam się komuś skojarzyło, stąd „smażenie zioła” i wszystkie tego typu. Ta grupa często jest związana z popkulturą. Nie musimy tego używać, ale to się zawsze gdzieś tam pojawia: w muzyce, w protest songach. Czasem młodzież po prostu chce się popisać, np. „no ziom, chodź, odpalimy wiadro wielkości basenu!”, a oni nawet nie palą, bo nie umieją, hajsu nie mają, nie mają dotarcia, w ogóle się tym nie zajmują, no ale trzeba się pokazać. Stąd mieliśmy sytuacje, że takie małe dzieciaki, które nie miały dojścia do marihuany paliły zioła atmosan – brały dilerkę po guzikach, sypały tego atmosanu lub np. natki pietruszki co tam mamy ususzyła. Potem przychodziły do szkoły i mówiły „Zoba! Zoba! Mam wora palenia!”, a potem jeszcze taki mówi „No tak, taki wiesz… przyjechał tu taki kolo potężny… no wiesz, tak nam kopsnął po worze” a tam w dilerce tak naprawdę pietruszka [śmiech].

jacek wrona

Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

I jest jeszcze piąta grupa. Ja to nazywam metasłownictwem. To są słowa, które bezpośrednio nie wskazują na rodzaj narkotyku, ani nie są sensu stricte związane ze slangiem narkotykowym. Bardziej już slangiem młodzieżowym, ale on zazwyczaj się gdzieś pojawia. Np. sławne ‚ziom’. Ono nie musi nic oznaczać. Ale kiedy ja np. słyszę „Ej Ziom! Kurwa chodź, bo coś tam ogarniemy”, ogranięcie to wie pan, jest wieloznaczne. Ogarnąć można np. chatę, czyli posprzątać. Ale kiedy słyszysz „Ej ziom! Ogarniemy coś?” no to już ci się zielone lampka zapala. No przecież co można ogarnąć [śmiech]? Co ziom może ogarnąć? No przecież albo piwo, albo jakiegoś worka.

Pojawiają się też słowa klucze, np. określenia wielkości. Np. tak: bardzo często są interwały czasowe, typu „Skoczymy na minutkę?”. No wiadomo, że nie skoczymy na minutkę, tylko skoczymy po porcję.

Albo też butelki: najczęściej piwo określa się jako marihuanę, bo butelki piwa są zielone. I słyszę „Stary, przynieś mi 6 Lechów”, a ja z kontekstu wiem, że w pobliżu nie ma żadnego czynnego sklepu, a ten drugi mówi „będę za 2 minuty!”. Albo jest domniemanie, że ma, ale przecież pewnie chłop nie handluje piwem [śmiech]. A za dwie minuty nie dotrze nigdzie. Więc jak ja słyszę, że ktoś chce czteropak Lecha no to już mi się włącza czerwona żarówka, że coś jest nie halo.

„Wpadnę do ciebie na minutkę!”, „Wpadnę do ciebie na 5 minut!”. Wie pan, nie idzie się do kumpla na 2 minuty. Jest co prawda potoczne określenie „Wpadnę do ciebie na minutkę pogadać”, ale jeżeli facet mówi non-stop o trzech, dwóch, pięciu minutach, no to przecież nie umawiasz się z kimś na 3 minuty. Takich zwrotów jest mnóstwo. One bezpośrednio nie wskazują, ale jak się pojawiają, to wiesz, że to jest środowisko, w którym może zaistnieć taka sytuacja, której szukamy. Jeżeli jesteś człowiekiem na pewnym poziomie inteligencji i do tego jesteś jeszcze zawodowo ukierunkowany, to wyłapujesz te niuanse, wiesz kiedy coś się zaczyna dziać.

Dla pana rozpracowanie czegoś takiego zajmuje więc pewnie bardzo krótko?

W 90% to jest łatwe lub w miarę łatwe, gdzie nie trzeba jakiegoś specjalnego wysiłku. W 5% to są bardzo ciężkie rzeczy, gdzie trzeba po prostu przysiąść, jakieś materiały dodatkowe zdobyć. Np. kiedyś klienci cały czas umawiali się tylko na basen (a lato było). Mówili np. „Przepłyniemy 3 baseny a potem gdzieś tam w rynku umówimy się na piwo”. Potem wyszło, że basen to było kilo amfetaminy – 3 baseny, to 3 kilo, transakcja na rynku. Jakoś tam można było do tego dojść, bo ten basen za często się pojawiał, ale początkowo bardzo słabe dowodowo to było. Dopiero zatrzymanie potwierdziło, że basen to było kilo.

Czy przy takim języku nie jest potem problemem udowodnienie przed sądem całej sprawy?

Dlatego w Polsce jest 1 biegły, a nie 40-stu. Z drugiej strony trzeba też mieć świadomość, że sąd to nie jest laik – czytając te rozmowy też zdaje sobie sprawę o co chodzi. Jeżeli ktoś dzwoni do kogoś 150 razy i mówi „To ja bym wziął minutkę…”. Wie pan, że można raz, drugi, trzeci, ale nie 150 razy w ciągu dwóch tygodni.

jacek wrona

I to wystarczy sądowi jako dowód?

No tak. To jest powszechnie stosowany język, a język to pełnowartościowe narzędzie przestępstwa (w języku omawiasz cenę, ilość, etc.) – język ma tu siłę sprawczą. Sam akt [np. transakcja – dop. red] jest tylko ukoronowaniem tego wszystkiego. Jeżeli tak sądy nie podchodziłyby do języka to byłby to jakiś absurd.

Gdyby to była jedna rozmowa to OK. Ale te rozmowy się powtarzają, wie pan musi być kontekst. Jeżeli są to 3 czy 5 rozmów, to możemy tylko mówić o dużym prawdopodobieństwie, ale wtedy są przecież inne dowody, niż nagrania.

Koniec pierwszej części rozmowy. W drugiej będziecie mogli przeczytać o kulisach życia Jacka Wrony jako tajniaka odgrywającego rolę „grubasa” w strukturach przestępczych. Link do drugiej części znajdziecie tutaj.

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here