growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox

Połamany w trzech miejscach kręgosłup, zmiażdżona cześć twarzy i czaszki, stłuczone serce i płuca, nie licząc już innych złamań i obrażeń. To efekt bycia staranowanym przez rozpędzonego TIRa. Pan Artur (ze względu na rodzinę prosił o zachowanie anonimowości) przeżył. Jego kuzyn nie. Nasz bohater miał szczęście w nieszczęściu. A także szczęście podczas rekonwalescencji, bo znalazłszy pewne informacje włączył w nią palenie marihuany. O tym jak pomogła mu stać się znów normalnie funkcjonującym człowiekiem opowiada w emocjonalnie niełatwym dla niego wywiadzie.

wypadek palenie marihuany

Panie Arturze, czy mógłby pan na początku opowiedzieć o wypadku, któremu uległ?

nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep

To miało miejsce 10 lat temu. Nie wiem czy chcę dokładnie mówić o jego przebiegu… Powiedzmy więc tak: 98% uszczerbku na zdrowiu, oprócz rąk i nóg miałem wszystko połamane – kręgosłup w trzech miejscach, tak jak mamy od dołu do samej góry (całe szczęście nie miałem rdzenia kręgowego przerwanego, to mnie uratowało). Moja twarzoczaszka była cała zmiażdżona… ech, mnóstwo tego było [karta ze szpitala, którą nam pan Artur pokazał wymienia ponadto m. in.: urazowy obrzęk mózgu, złamanie 2 kości podstawy czaszki, a także twarzoczaszki, stłuczenie serca, stłuczenie płuc, złamanie kości łonowej, kulszowej, żeber i wielu innych. Zdjęcie powyżej – dop. red.]. Gdy lekarze widzą moje wypisy to się dziwią, że ja żyję.

Wypadek zdarzył się na drodze, z naszej winy (byłem jednym z pasażerów). Nie zatrzymaliśmy się na stopie i uderzył w nas TIR, no i… stało się, jak się stało. Ja wyszedłem z tego.

Pewne dolegliwości oczywiście mam do dzisiaj: różnego rodzaju bóle. Do tego napatoczyła się jeszcze epilepsja. Tyle, że ta moja epilepsja jest specyficzna… Tak jak mój neurolog powiedział – epilepsji jest 2 tysiące rodzajów. W moim przypadku jest tak, że wiem kiedy dostanę napad, czuje gdy to się zbliża. Tylko gorzej jest potem – tracę wtedy pamięć i oczywiście siebie nie kontroluję. Moja żona wciąż boi się tych ataków… Przy ostatnim na przykład nie rozpoznałem jej – nie poznałem matki mojego dziecka… Musiała mi wszystko od początku tłumaczyć… Tak wyglądają moje ataki. Nazywam je chińskim resetem.

Po wypadku – miałem wtedy 23 lata – musiałem się też wszystkiego uczyć od podstaw: poznawania ludzi, rozumienia co jest dobre, co jest złe, pisania, czytania… Byłem takim „małym-dużym” dzieckiem.

Czy ta konieczność uczenia się wszystkiego od nowa po wypadku była wynikiem obrażeń czaszki, czy wynikała z czegoś innego – pytam by czytelnikom było łatwiej zrozumieć co właściwie zaszło.

Tak… Na skutek obrażeń miałem 2 wylewy podpajęczynówkowe, najgorsze, jakie można mieć. Lekarzom udało się to na szczęście wyregulować lekami bez otwierania mi głowy. Cóż mogę więcej powiedzieć… moja głowa była po prostu zmiażdżona – przede wszystkim jeżeli chodzi o lewą półkulę. Stąd te problemy z pamięcią.

Czy inni uczestnicy przeżyli to zderzenie z TIRem, czy tylko pan się uratował?

Było nas trzech. Wróciło nas dwóch. Siedzieliśmy w Mercedesie Vito. To nie byli obcy ludzie, tylko moja rodzina…

Mój kuzyn zginął… Siedział przy drzwiach i po prostu wyleciał z samochodu. Z tego co się później dowiedzieliśmy to TIR mu prawdopodobnie po głowie przejechał.

wypadek palenie marihuany

Rozumiem, że na początku podjął pan pewnie bardziej konwencjonalne leczenie, niż za pomocą marihuany?

Tak. Praktycznie brałem tylko tabletki na pamięć po wyjściu ze szpitala (po tym jak mnie tam podleczono). To z nią miałem największe problemy (wiem pan, połamane żebra to przy tym nic). Ze specyfiku, który mi przepisano – [niezrozumiała nazwa medyczna], mój lekarz się śmiał, nazywał go amfetaminą dla studentów. Generalnie były to leki pomagające na dotlenienie mózgu. Nic niezwykłego, takie tam zioła, sporo starszych osób to bierze. Marihuana była jakby… obok tego. Nie zastępowałem jednej terapii drugą. Po wypadku szukałem informacji, o tym, co mogłoby mi pomóc, trafiłem na doniesienia o marihuanie. W rezultacie w krótkim czasie po wypadku zacząłem ją palić – jakieś 3,4 miesiące po wyjściu ze szpitala. Od tamtej pory pozostałem przy ziole, bo czułem wyraźnie, że mi się polepsza w wyniku palenia.

Ale czy zaobserwował pan jakieś konkretne zmiany w funkcjonowaniu swego organizmu, które w sposób jednoznaczny wskazywałyby, że marihuana ma na pana pozytywny wpływ? Czy po prostu miał pan luźne wrażenie, że od palenia marihuany jest panu lepiej?

Jakby to panu wytłumaczyć… Po wypadku, po wyjściu ze szpitala byłem jak osoba upośledzona. Miałem problem z chodzeniem, a przede wszystkim z egzystencją na co dzień, najprostsze czynności… Dzięki mojej mamie (ona mi bardzo dużo pomagała) jakoś to szło. Pierwszą rzeczą, w jakiej pomogła mi marihuana było zrośnięcie kości (od tego w ogóle się zaczęło moje zainteresowanie gandzią – przeczytałem, że Mary Jane pozytywnie wpływa na budulec kości). Oczywiście chodzenie na rehabilitację też dużo dało, ale widziałem bardzo wyraźnie różnicę w dochodzeniu do zdrowia pomiędzy okresem sprzed zioła i już po tym jak zacząłem palić. Przypominam, że miałem połamane m. in. kręgi piersiowe, lędźwiowe i szyjne. Oczywiście i dzisiaj idealnie nie jest – często żona mi pomaga, jeśli trzeba coś podnieść. Ale w zasadzie mogę normalnie funkcjonować.

Wiadomo także, że trawa pozwala sobie lepiej radzić z bólem. Nieraz było tak, że nie potrafiłem się z bólu podnieść z łóżka, zapalenie marihuany niwelowało w znacznej mierze ten stan.

Ostatnią ważną rzeczą było zmniejszenie ataków epilepsji. Gdy palę dostaję ich zauważalnie mniej. To zwłaszcza przekonało moją żonę, bo powiedziałem jej o tym, że palę. Ona sama nie pali i nie była tym zachwycona, ale po jakimś czasie przekonała się. Teraz mi mówi: „Słuchaj, jak chcesz to pal. Skoro ci to pomaga to pal. Tylko rób to z głową, bo wiadomo jakie mamy chore prawo”.

Gdy się kontaktowaliśmy wspomniał pan, że lekarze panu przepowiedzieli, że na skutek wypadku nigdy nie będzie mógł mieć dzieci. Dziś jest pan szczęśliwym ojcem. Czy palenie marihuany i tutaj odegrało jakąś rolę, skoro dokonał pan czegoś, co medycy wykluczyli?

Szczerze mówiąc nie wiem. To na zawsze pozostanie zagadką. Przypomnę, że miałem przecież zmiażdżoną miednicę, moje narządy też uległy pewnym obrażeniom. Sam chciałbym wiedzieć jakim cudem jestem dziś ojcem i czy zioło miało tu znaczenie.

wypadek palenie marihuany

Panie Arturze, rozumiem, że pan przez cały czas przyjmował marihuanę paląc ją. To nie były jakieś środki farmakologiczne?

Zgadza się.

Czyli w pana przypadku przyjęcie ustawy o medycznej marihuanie coś zmieniło?

W moim przypadku może nie. Ale myślę tu teraz o wielu ludziach, którzy cierpią i którym by to pomogło. Bo przecież mnóstwo jest takich osób. Stwardnienie rozsiane, epilepsje wszelkiego rodzaju, Alzheimer…

Czytałem historie mężczyzny z USA chorego na Parkinsona, któremu zapalenie jednego lolka pozwoliło na powrót do normalnej egzystencji.

A u nas jak jest jak jest z prawem? Jak jest z leczeniem? To wina tych debili z Wiejskiej – to są niedouczeni debile. Wiadomo – w Polsce można tylko umrzeć. Niby chcą leczyć ludzi, a nie mają czym. A z tego co nam dała matka natura zrobili coś bardzo złego, bardzo niedobrego.

 

Jeśli wam też marihuana pomaga w zmaganiach powypadkowych, albo w walce z jakąś chorobą zapraszamy do kontaktu (link do Fb i maila znajdziecie w stopce autorskiej). Dzięki takim wywiadom, jak z panem Arturem wiele nowych osób dowiaduje się o medycznych możliwościach marihuany, a politykom jest trudniej twierdzić, że jej zastosowanie można sprowadzić do kilku pojedynczych przypadków.
Przeczytaj w jaki sposób marihuana wpływa na nowotworowe, złośliwe zmiany skórne.

Komentarze
GanjaFarmer
GanjaFarmer
Ganja Farmer
GanjaFarmer
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
nasiona marihuany outdoor - Sklep
PODZIEL SIĘ
Dziennikarz Cannabis News. Za sobą kilka dużych/małych redakcji i sporo ghostwritingu. Cenię media, którym chodzi o jakąś ideę, a nie tylko o kliki. Prywatnie miłośnik dobrej literatury, morza i Orientu. Napisz do mnie.