grow shop, sklep ogrodniczy, uprawa roslin
grow shop, sklep ogrodniczy, uprawa roslin
grow shop, sklep ogrodniczy, uprawa roslin
grow shop, sklep ogrodniczy, uprawa roslin

Po udanych doświadczeniach z Magic Flight Launch Box Vaporizer oraz Volcano Vaporizer, dość chętnie podjąłem się przetestowania kolejnego waporyzatora. Tym razem był to TiWoody S – mały i niepozorny vaporizer przenośny wielkości zwyczajnego papierosa. Początkowo byłem mocno sceptyczny – niesłusznie! Od kilku tygodni TiWoody S jest moim najlepszym przyjacielem, z którym nigdy się nie rozstaję!

Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer VapeFully

Kiedy zastanawiałem się, co tym razem przyśle mi do przetestowania zaprzyjaźniony sklep VapeFully, spodziewałem się kolejnego kosmicznego urządzenia rodem z przyszłości. Tymczasem gdy otworzyłem zaadresowaną do mnie paczkę, w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś pomyłka albo żart – w środku znalazłem jedynie małą, plastikową tubę, zupełnie jak te do przenoszenia jointów. Okazało się, że to żadna pomyłka – w środku znalazłem TiWoody S, czyli vaporizer przenośny wielkości papierosa, produkowany przez amerykańską firmę DynaVap. Zanim przystąpiłem do testów, postanowiłem trochę poszerzyć swoją wiedzę na temat tego waporyzatora. Jak się okazuje, TiWoody S to waporyzator z serii VapCap. Z tego co dowiedziałem się od eksperta prowadzącego sklep z waporyzatorami VapeFully Ryszarda Fazowskiego, powstało wiele różnych modeli VapCap’ów, jednak mają one kilka cech wspólnych: są wielkości zwyczajnego papierosa, nie posiadają baterii ani żadnej elektroniki (czyli są w 100% analogowe, co jest fajne) i wszystkie działają dokładnie na tej samej zasadzie. Istota ich działania polega na tym, że susz nabija się do komory na końcu VapCap’a (zupełnie jak w przypadku fifki), na komorę zaś zakłada się Cap, czyli małą metalową nasadkę. I tę oto nasadkę ogrzewa się zapalniczką żarową by podgrzać zioła do temperatury odpowiedniej do waporyzacji. Nie musimy jednak robić tego na wyczucie – nasadka posiada wbudowany mechanizm, który wydaje podwójne kliknięcie kiedy optymalna temperatura zostanie osiągnięta. Co więcej, nasadka klika ponownie gdy temperatura spadnie poniżej optymalnego poziomu. Jest to podobno bardzo skuteczna metoda kontroli temperatury. Tyle dowiedziałem się odnośnie VapCap’ów oraz zasady ich działania.

Pierwsze wrażenia

Po przygotowaniu teoretycznym przyszedł czas na dokładną inspekcję oraz testy tego waporyzatora. Jak wspomniałem na wstępie, mimo wszystkich pozytywnych opinii które czytałem, początkowo byłem mocno sceptyczny. No bo jakim cudem takie maleństwo ma mnie zwalić z nóg?! Otworzyłem tubę. W środku był tylko TiWoody S, nic więcej. Jaki jest TiWoody S? Muszę przyznać, że to naprawdę piękny i niezwykle starannie wykonany sprzęt, który swoim wyglądem bardzo szybko zdobył moje serce. Warto dodać na marginesie, że TiWoody S jest produkowany w USA, nie w dalekiej Azji. Na jednym końcu tego vaporizera znajduje się wspomniana wcześniej nasadka (trochę przypomina zatyczkę długopisu), która posiada też małą „łopatkę” – jak dowiedziałem się później, służy ona do wydłubania zużytej zawartości komory. Pod nasadką znajduje się komora grzewcza wykonana z tytanu. Obudowa zasadniczej, środkowej części TiWoody S jest zaś wykonana ze szlachetnego drewna, w moim przypadku był to heban. W jej wnętrzu znajduje się stalowy kondensator, czyli rurka o średnicy znacznie mniejszej niż reszta obudowy, doprowadzająca parę od komory grzewczej do ustnika. Na końcu zaś znajduje się obrotowy ustnik z egzotycznego drewna. Warto dodać jeszcze, że na obudowie znajduje się też małe „sprzęgło”, służące do kontrolowania gęstości i mocy produkowanej pary.

Jak TiWoody S vaporizer przenośny sprawdza się w praktyce?

nasiona marihuany outdoor, sklep internetowy
nasiona marihuany outdoor, sklep internetowy
nasiona marihuany outdoor, sklep internetowy
nasiona marihuany outdoor, sklep internetowy

TiWoody S Vaporizer zachwycił mnie swoim wyglądem i jakością wykonania. Nadal jednak byłem dość sceptyczny odnośnie jego działania, postanowiłem więc je przetestować. Zgodnie z zaleceniami, zmieliłem susz dość drobno i luźno (bez ubijania) wsypałem go do komory grzewczej, na którą nałożyłem metalową nasadkę. Zacząłem ogrzewać nasadkę, jednocześnie cały czas dość szybko obracając TiWoody S w palcach. Bardzo pomocny w ogrzewaniu nasadki jest obrotowy ustnik – można trzymać VapCap’a za ustnik i obracać resztę vaporizera pozostałymi palcami tej samej dłoni. Po krótkim czasie, było to może z 10 sekund, TiWoody S zgodnie z oczekiwaniami wydał z siebie podwójne kliknięcie. Odłożyłem więc zapalniczkę, zatkałem „sprzęgło” na obudowie i zacząłem się zaciągać. Pierwsze dwa buchy były bardzo smakowite, było też dość sporo pary. Po drugim buchu TiWoody S ponownie kliknął dając znać, że trzeba go znowu ogrzać. Po drugim ogrzaniu pary było już zdecydowanie więcej i nadal smakowała ona dobrze. W trzecim cyklu grzewczym pary nadal było dużo, jednak powoli zaczęła ona tracić smak. W czwartym cyklu pary było już zdecydowanie mniej, zaś smak zrobił się już nieco „ugotowany”. W trakcie całej inhalacji para nie była gorąca, a jedynie ciepła. Była też o wiele przyjemniejsza dla gardła niż zwykły dym. Odłożyłem vaporizer żeby ostygł i wtedy mnie trafiło – high tak mocny, że musiałem na chwilę usiąść. To był moment, w którym zrozumiałem, dlaczego ten vaporizer robi taką niesamowitą furorę – TiWoody S po prostu masakruje! I teraz najlepsze: wysypałem zawartość komory i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jak małej ilości ziółek potrzeba żeby wystrzelić się na orbitę. Była to mniej więcej połowa tego, co normalnie nabiłbym do fifki! Efekt działania przypominał zaś ciężkie wiadro… Dalsze testy tylko potwierdziły moje początkowe obserwacje: TiWoody S uwala aż miło, a jednocześnie jest niezwykle ekonomiczny – z jednego grama wychodzi około 10 nabić, z których każde jest masakrujące. Łatwo można więc przeliczyć sobie, o ile bardziej ekonomiczna jest konsumpcja tą metodą.

TiWoody S Vaporizer: mały, ale wariat!…i żyli długo i szczęśliwie

Podsumowując, TiWoody S naprawdę zdobył moje serce i od pewnego czasu praktycznie się z nim nie rozstaję, co nie jest trudne z racji na jego miniaturowy rozmiar. Para za każdym razem jest mocna i smaczna, zaś wrażenia naprawdę mocne, zaś ogromna oszczędność materiału jest dodatkowym atutem. Jeśli więc myślicie nad waporyzatorem, to TiWoody S jest zdecydowanie dobrym pomysłem. Nie tylko jest znacznie tańszy od modeli elektronicznych sensownej jakości, ale też jest po prostu zdecydowanie lepszy. W Polsce możecie go kupić jedynie na VapeFully, co zdecydowanie Wam polecam!

Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer Premium - VapeFully
Vaporizer Premium - VapeFully
PODZIEL SIĘ