Relacja z konferencji „Konopie – pomost między przeszłością i przyszłością” [Cibórz, 19-20.02.2016]

0
GanjaFarmer

Wyobraź sobie, że wjeżdżasz do małej, ale uroczej miejscowości Cibórz w gminie Lidzbark, w województwie warmińsko-mazurskim. Już z daleka unosi się zapach jaranego na potęgę zioła. Przejeżdżasz koło pól, pełnych krzaków ukochanej rośliny, ścinanych przez traktory i układanych w potężne snopy.

Dojeżdżasz do hotelu Welski, w tamtejszej restauracji paląca skuny obsługa proponuje ci spróbowanie konopnej herbaty, a do jedzenia sałatkę bazującą na oleju z tej samej rośliny. Pytasz o miejscowe atrakcje. Kelner od niechcenia, tak jakby wygłaszał kwestię już tysiąc razy, mówi ci o możliwości obejrzenia pobliskiego domu, zbudowanego w większości z materiałów konopnych. Potem wspomina o odbywających się na drugi dzień warsztatach dla rolników z innych miejscowości mających ochotę przerzucić się na hodowlę konopi.

Ostatecznie proponuje Ci skorzystanie z przyhotelowego SPA. Zabiegi relaksujące i upiększające są oparte na – już wiesz jakiej – cudotwórczej roślinie. Alternatywnie możesz się przyjrzeć działalności jednej z lidzbarskich placówek medycznych. Słynie ona z lekarzy wierzących gorąco w uzdrowicielską moc Mary Jane. Przepisują ją co drugiemu pacjentowi, jako remedium na niemal wszystkie choroby i problemy.

growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox

Lidzbardzkie sny o staniu się konopnym rajem

Tak mniej więcej za parę lat mogłaby wyglądać gmina Lidzbark, gdyby jej włodarze zupełnie poważnie potraktowali wizję roztoczoną na międzynarodowej konferencji „Konopie – pomost między przeszłością i przyszłością”. Odbyła się ona w dniach 19-20 lutego w Ciborzu – jednej z miejscowości gminy (za organizację wydarzenia odpowiadali Fundacja QLT, Hemp Ministry i gospodarz wydarzenia, hotel Welski. Patronat objął ruch Kukiz’15).

Gdyby ta wizja została urzeczywistniona Lidzbark, o którym prawdopodobnie dotąd niewiele słyszałeś, byłby fantastycznym miejscem, do którego przez cały rok zjeżdżałoby się mnóstwo ludzi, chcących się cieszyć przyjazną marihuanie atmosferą. Sam bym tam pewnie spędził niejedne wakacje.

 

Po co komuś amerykańskie Denver? Po co komuś barcelońskie kluby konopne? Mielibyśmy swój Lidzbark. Cieszylibyśmy się trawką na łonie natury i w kontakcie z nią.

O co w ogóle chodzi z tą gminą? Otóż jej włodarze – przekonywani przez kilka instytucji/prywatnych osób – wykoncypowali sobie, że ich nie nazbyt bogata wspólnota mogłaby stać się pionierem w swoim regionie, otwierając się szeroko na produkcję rzeczy wytwarzanych z konopi. Miejscowi agronomowie masowo sadziliby krzaki, z których robiłoby się wiele fajnych rzeczy, opisanych powyżej. Kwitłby miejscowy przemysł, oparty o rolnictwo, a także turystyka. Mieszkańcy zamiast wegetować by się bogacili i wszystko byłoby cacy. Takie perspektywy starała się rysować konferencja.

A tak było 50, 100 lat temu

Można się było podczas niej dowiedzieć, że konopie jeszcze kilka dziesiątków lat temu nie były traktowane jako jakiś paskudny narkotyk, który niszczy ludziom życie. Były po prostu jedną z wielu roślin obecnych na ziemiach polskich. Krzaczek konopi miał szerokie zastosowanie i znany był zwłaszcza pod wieloma wiejskimi strzechami w formie oleju, którym się przyprawiało sałatki. To dopiero antynarkotykowa propaganda zrobiła z rośliny źródło wszelkiego zła.

Atrakcyjność „zioła”

Konferencja głosiła więc hasło powrotu do siania konopi, co jest ujęciem atrakcyjniejszym dla przeciętnego rolnika, niż zderzanie go z czymś zupełnie nowym. Oznacza bowiem dla niego, że ma do czynienia z czymś, co się już sprawdziło – co ziemia chętnie przyjęła w siebie. Prelegenci rzucali dużo argumentów ekonomicznych mogących przemówić do interesu agronomów. Wskazywali na to, że krzaki konopi szybko rosną. Oprócz artykułów spożywczych mogą być wykorzystywane także w przemyśle kosmetycznym, wreszcie: jako materiał w ekologicznym budownictwie (i co dla wielu ważniejsze, jest to materiał tani i o wysokiej trwałości). Zaskoczyła mnie zwłaszcza informacja, że moja ulubiona roślina może być z powodzeniem wykorzystywana do produkcji elementów termoizolacyjnych wysokiej jakości. Szerzej natomiast jest znany fakt, że z konopi można robić bardzo wytrzymałe liny.

Najlepsze lekarstwo

Poza wykorzystaniem konopi w rolnictwie i przemyśle konferencja omówiła też ich miejsce w medycynie. Wskazano na to, że już teraz jest wiele produktów aptecznych, głównie suplementów diety, opartych o wyciągi z konopi. Warto by było tę gamę rozszerzyć. Szeroko omówiono zastosowanie olejku w leczeniu raka, padaczki, glejaka, epilepsji i innych chorób. To temat, który w związku z projektami ustawy o medycznej marihuanie jest ostatnio non stop omawiany, dlatego nie będę tutaj szerzej przytaczał tej części konferencji.

Bo liczy się tylko kasa…

Zainteresowała mnie natomiast wysunięta na marginesie tego teza dlaczego konopie są kryminalizowane. Na konferencji można się było zapoznać ze stanowiskiem, że jest to spowodowane wpływem korporacji międzynarodowych. W ich interesie jest możliwie daleko idące wyeliminowanie z medycyny naturalnych substancji, niemodyfikowanych, ani nie przetwarzanych w wysoce specjalistyczny sposób. To co nie da się opatentować, a nie można opatentować rośliny, stanowi zagrożenie dla ich zarobków i monopolistycznych zapędów. Korporacje naciskają więc na rządy, w tym nasze polskie władze, by bronić swych niebotycznych zysków. To twierdzenie, wysunięte przez przedstawicieli Fundacji QLT nie wydaje się pozbawione sensu.

Takie konferencje, jak „Konopie – pomost między przeszłością i przyszłością” są bardzo fajnymi wydarzeniami, które mogłyby pozytywnie zmieniać stosunek do Mary Jane tych części społeczeństwa do których są adresowane. Już po evencie znalazłem na Facebooku wypowiedź osoby podającej się za rolnika: „Powiem tak, póki co jestem zainteresowany zgłoszeniem pod koniec roku zapotrzebowania na uprawy konopi w naszej gminie, na minimum kilka hektarów, dlatego warto by podjąć współpracę” – prawda, że miło się takie rzeczy czyta?

Z drugiej jednak strony boli to, że ta mało osób zainteresowało się tą dobrze pomyślaną konferencją. W sieci praktycznie nie znajdziecie wzmianki o niej. Zdawkowy artykuł zamieścił „Tygodnik Ciechanowski” i to właściwie tyle. Na samym wydarzeniu też raczej nie było zbyt wielu rolników, a przecież to oni byli głównymi adresatami.

„Tak, to dla nas ważne wydarzenie”

Przykre wydaje się też to, że event lekceważąco potraktowały miejscowe władze, które niby wiążą z uprawą konopi nadzieje na rozwój gminy. Burmistrz Lidzbarka nie zaszczycił swoją obecnością uczestników wydarzenia, natomiast jego zastępca wpadł „na 15 minut” w przerwie innych swoich zajęć (sam to powiedział, starając się jednocześnie przekonać zebrane osoby, że to dla niego ważne wydarzenie i ważny projekt). Jeśli regionalne władze już na wstępie podchodzą w ten sposób do innowacyjnego pomysłu, to marzenie o tym, że Lidzbark stanie się naszym małym Denver jeszcze na długo pozostanie jedynie snem. Szkoda.

Rafał Chmielnicki