GanjaFarmer

Coraz mniej osób deklaruje twarde „NIE” dla legalizacji marihuany – przeważające dziś w społeczeństwie poglądy typu „marihuana tak, ale tylko w szpitalach”, albo „legalizacja, ale tylko małe ilości”, są jednak równie bezsensowne i pełne zakłamania.

Kilka dni temu w jednym z programów śniadaniowych gościł wspaniały prof. Vetulani, który jak zwykle wbijał obywatelom do głowy głos rozsądku w sprawie konopi. Nieco inaczej sprawa wyglądała z komentarzami telewidzów, które pojawiały się na ekranie.

prof-vetulani-dzien-dobry-tvn

„Zalegalizować, ale powinna się pojawić tylko w szpitalach i aptekach jako środek leczniczy i tylko na receptę” – napisała jedna z pań. „Do celów medycznych, jak najbardzej 🙂 Ale nie do użytku w domu” – zaznacza kolejna. Oczywiście, można się cieszyć, że takie opinie zastąpiły propozycje plutonu egzekucyjnego dla pacjentów… ale czy na pewno? Mamy skakać z radości, gdy ktoś przestaje nas bić pałką i dostajemy po twarzy tylko pięścią? U podłoża takich poglądów leżą te same szkodliwe uprzedzenia i stereotypy, co pośród ziobrystów. Cały świat budzi się z kilkudziesięcioletniej paranoi strachu, jaka narosła wokół konopi, a my łaskawie zaczynamy traktować je jak dziką bestię, którą ewentualnie można próbować oswoić i pokazywać w ZOO – „ale nie do użytku w domu”.

Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox
Growshop Growbox

prof-vetulani

Ale dobra. Może nie ma co się spinać – wyznawcy teorii, że wszystko, co przyjemne, jest złem i grzechem, byli, są i będą. Dlaczego jednak nawet zwolennicy legalizacji zaznaczają często, że interesują ich „tylko małe ilości”? Mija kilka minut materiału i dostajemy taką opinię: „powinni zalegalizować, jak w Holandii, małe ilości”. Pomijając już fakt, że marihuana w Holandii nie jest legalna (legalne czary-mary), to równie dobrze moglibyśmy uznać, że posiadanie dwóch piw jest spoko luz, ale krata browarów to już zbrodnia i 3 lata się należą. Jaka w tym logika, jeśli ktoś łaskaw mi wyjaśnić? Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to troska o interesy mafii – w sytuacji, w której posiadanie jednego, trzech czy pięciu gramów byłoby legalne, ale 50 czy 100 gramów już nie, osoby uprawiające na własny użytek byłyby traktowane przez prawo gorzej niż ci, którzy regularnie kupują małe ilości.

Żeby nie było, że zmierzam do anarchistycznego bełkotu – ja jestem pierwszy do bronienia konieczności regulowania rynku marihuany. Rozumiem też, że konieczne są pewne kompromisy, by z idealnego rozwiązania uczynić coś strawnego dla całego społeczeństwa i w szczególności jego dumnej reprezentacji z ul. Wiejskiej. Nie mogę jednak pojąć, jak ktoś sam przed sobą może wyznawać pogląd, w myśl którego osoba posiadająca słoik gandzi stanowi zagrożenie dla ładu i porządku publicznego, ale z jednym jointem już nie…

Maciej Kowalski

Napisz do autora: [email protected]

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here