growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox
GanjaFarmer
GanjaFarmer
Ganja Farmer
GanjaFarmer

Gdyby Jimi Hendrix miał okazję zapalić pierwszego lepszego zioła dostępnego dzisiaj na ulicy, moglibyśmy się po nim na pewno spodziewać jednego pytania: „Stary, skąd ty to masz?” Dzisiejsza marihuana jest znacznie mocniejsza, niż ta która była dostępna w latach 60. czy 70. Zastanawialiście się kiedyś jak do tego doszło?

Żaden okres w dziejach nie kojarzy się tak mocno z marihuaną, jak czasy bujnego rozkwitu kultury hippisowskiej. To wtedy po raz pierwszy marihuana stała się naprawdę masowo popularna. Wielu z nas pewnie – choć na chwilę – chciałoby się przenieść w tamte czasy, poczuć klimat psychodelicznych imprez, wolnej miłości i wielkich festiwali muzycznych. Jedyne z czego bylibyśmy z pewnością niezadowoleni to mała moc ówczesnej gandzi.

Gdy się nie ma bezpośredniego porównania to się tego nie czuje, niemniej wszyscy badacze bardzo zgodnie twierdzą, że jeżeli chodzi o kluczowy dla upalenia się poziom THC to jego zawartość jeszcze kilka dekad temu była w konopiach znacznie mniejsza. Długoletnie i szeroko zakrojone badania prowadzili nad tym m. in. naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu w Missisipi: przez lata badali próbki marihuany dostarczone im przez policję (towar pochodził z prowadzonych przez nią nalotów, jak i konfiskat od pojedynczych zatrzymanych). Eksperci ustalili, że to, co można kupić obecnie jest statystycznie o 57-67% mocniejsze, od towaru, który można było nabyć w latach 70. (bardzo ciekawe zestawienie, obejmujące lata 1975-2004 w USA, można znaleźć tutaj). Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka – i nie wszystkie są oczywiste.

Oleje CBD - konopny sklep
Oleje CBD - konopny sklep
Oleje CBD - konopny sklep
Oleje CBD - konopny sklep

Weed_2_hippies

1. Potęga informacji

Jak się okazuje w latach 70. ludzie często palili syf, mający tak naprawdę niewiele wspólnego z marihuaną. Sprzedawany na ulicy towar nieraz zawierał „dodatki” (czyli fragmenty innych roślin); albo też bezużyteczne części krzaka konopi, które były zmiksowane z właściwym towarem (skręt mógł zawierać np. fragmenty łodyg). Obecnie tego rodzaju badziewia nikt już prawie nie dorzuca. Z prostej przyczyny: świadomość ludzi i ich wiedza na temat marihuany dzięki takim źródłom jak internet (a wcześniej pionierskie czasopisma, w rodzaju „High Times”) znacznie wzrosła. W latach 70. sporo osób właściwie nie wiedziało dokładnie jak powinna wyglądać paczuszka z suszem, a jeszcze więcej ludzi nie orientowało się, którą część krzaka konopi powinno się palić – bo niby gdzie mieli o tym przeczytać? Wszystkie informacje pochodziły z drugiej ręki i były dość skąpe.

2. Voyage, voyage…

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale poziom THC w marihuanie prawdopodobnie może zostać obniżony, jeśli roślina musi przebyć długą podróż – np. przemytem przejechać kilka krajów, zanim trafi w ręce właściwego konsumenta. Nie jest to tyle kwestia złych warunków, w jakich transportowany jest towar, co po prostu tego, że… roślina w drodze starzeje się – w wyniku czego traci „nieco” ze swej mocy. W latach 70. większość marihuany przemycano z kilku kluczowych krajów (m. in. z Kolumbii, dziś kojarzonej przecież z zupełnie inną używką), obecnie natomiast częściej możemy się spotkać z sytuacją, hodowania jej w kraju, w którym trafia ona później na rynek. Prywatne hodowanie roślin w szafkach czy piwnicznych zakamarkach na szeroką skalę stało się możliwe dopiero w latach 80. kiedy w rolnictwie udoskonalono tzw. hydroponikę – bezglebową uprawę roślin.

141691566-July_4_1970_Smoke_In_Washington_DC

3. Laboratorium Dextera

Możliwość uprawiania małej ilości roślin na własny użytek przyniosła kolejny, największy przełom. Część hodowców stanowili hobbyści i prawdziwi koneserzy, którym obsesyjnie zależało na jak najlepszej jakość ich zioła. Wielu z nich zaczęło eksperymentować, krzyżując z sobą różne odmiany i gatunki konopi – tak, aby w rezultacie otrzymać roślinę łatwą i niewymagającą w hodowli, dającą możliwie największy plon i – oczywiście – w rezultacie najmocniejszy produkt, o jak największej zawartości THC. Takie legendarne postaci jak The Skunkman od „garażowych zabaw” przechodziły z czasem do hodowli na wielką skalę, a nasiona swoich niezwykle silnych i odpornych krzyżówek rozprzestrzeniały na cały świat.

4. Silny jak… legalny produkt

Bardzo dużo wskazuje na to, że marihuana w najbliższym czasie stanie się jeszcze silniejsza. Przez legalizację w krajach takich, jak USA. Dlatego, że w przeciwieństwie do „czarnego” na wolnym rynku konkurencja i walka o klienta jest dużo bardziej zażarta, a źródeł, z jakich może się zaopatrzyć palacz jest nieporównywalnie więcej. Rynek zdominują więc firmy, które będą w stanie wyhodować i dostarczyć klientowi możliwie najmocniejszy produkt. Już teraz amerykańskie media piszą o tym, że marihuana dostępna w Kolorado jest silniejsza, niż parę lat temu, gdy nowe prawo umożliwiające rekreacyjne palenie i sprzedaż dopiero wchodziło w życie.

Za oceanem następuje też obecnie silna dywersyfikacja marihuanowych produktów: jeśli ktoś chce kupić marihuanę mającą możliwie jak najwyższy poziom CBD to bez problemu taką dostanie, jeśli zależy mu na THC, to też ma do wyboru całą gamę produktów. W USA wielkie firmy zwietrzyły w raczkującym rynku marihuany szanse na ogromne zyski, inwestują więc krocie w zespoły badawcze, które „grzebią” w genetyce konopi. Jest więc pewnie kwestią kilku lat, zanim usłyszymy o nowych, niezwykle silnych odmianach gandzi.

I jeśli ktoś powie: „no dobra, to akurat dzieje się daleko od Polski, przez to zioło, jakie mogę kupić u siebie na blokowisku, albo sam wyhodować nie stanie się mocniejsze”, to jest w błędzie: co prawda paczuszki z dobrym towarem z Denver nie można sobie do Polski sprowadzić, ale zupełnie inaczej ma się sprawa z nasionami z konopi, których sprzedaż i dystrybucja w naszym kraju jest przecież zupełnie legalna…

Przeczytaj tutaj o legendarnym growerze The Skunkman.

Manuel Langer

Napisz do autora: [email protected]

PODZIEL SIĘ
Dziennikarz Cannabis News. Za sobą kilka dużych/małych redakcji i sporo ghostwritingu. Cenię media, którym chodzi o jakąś ideę, a nie tylko o kliki. Prywatnie miłośnik dobrej literatury, morza i Orientu. Napisz do mnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here