Jak wykorzystać łodygi konopi? [TOP 5]

0
cannabisland

Na początek wypowiedź z dość śmiesznej dyskusji, która mnie zmotywowała do napisania tego tekstu – na jednym z forów poświęconych Mary Jane. Temat wątku „Łodyga, jeść spalić, czy wywalić?”: „Znam zdesperowanych growerów na ciśnieniu, którzy palili łodygi i liście gdy brakło palenia, lecz osobiście robiłem sobie wtedy post od zieleni… Ale to naprawdę zajebisty widok jak z lufy wystają perfidnie łodygi (często zdrewniałe) a ktoś raczy się ich ,,mocą”, no ale bynajmniej w smaku są naprawdę mocne… to jak szorowanie gardła pumeksem”. OK, widok w lufce może i ciekawy, ale tak poza tym: nie, nie i jeszcze raz nie. To smutne jak wielu palaczy nie wie co można zrobić z łodygami.

W przypadku tak wspaniałej rośliny, jak krzak konopi nie warto marnować żadnej jej części. I jeśli myślicie, że po zebraniu właściwego plonu to coś, co zostaje to tylko bezwartościowy już badyl, to jesteście w dużym błędzie. Bo ten „badyl”, czyli łodygi konopi,  można całkiem sprytnie wykorzystać do przyrządzenia ciekawych smakołyków lub wykonania za jego pomocą przydatnych gadżetów. Poniżej znajdziecie kilka prostych, a zarazem fajnych pomysłów na wykorzystanie łodyg konopi.

1. Konopna nalewka, czyli marihuana i alkohol

verwende-deine-staengel-10

growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox
growshop, growbox

To świetny sposób na połączenie marihuany z alkoholem. Trunek jaki powstaje w rezultacie ma bardzo specyficzny smak i jest to coś co powinien spróbować choć raz każdy fan palenia, naprawdę warto. Szczegółowe propozycje przepisów znajdziecie w sieci (może też Małgosia wkrótce jakiś dla was przygotuje, jeśli okażecie zainteresowanie tematem) tutaj tylko propozycja jednego z łatwiejszych: napełniamy większy słój łodygami, a następnie zalewamy zawartość mocnym alkoholem (aż po nakrętkę). Następnie mieszaninę na tydzień odstawiamy w ciemne i wolne od wilgoci miejsce, tak, aby alkohol mógł przesiąknąć zawartością łodyg (znajdują się w nich m. in. niewielkie ilości THC). Aby produkt miał możliwie najlepszy smak należy przynajmniej raz dziennie przemieszać przez chwilę zawartość naszego słoja. Po tygodniu (można trunek odstawić na dłużej, powinien mieć jeszcze lepszy smak; warto też próbować różnych wódek) nasz alkohol nadaje się do picia. Proste? Bardzo! Roboty przy całej zabawie jest naprawdę niewiele, a wrażenie, jakie robi na znajomych od palenia oświadczenie: „Dziś wam podam marihuanową wódkę!” jest zwykle spore.

2. Maść z marihuany na obolałe części ciała

salves_sletts-9sized

O anty-bólowych właściwościach gandzi słyszał już chyba każdy palacz, za sprawą rozgłosu, jaki nadali temu ludzi leczący się konopiami i rodzice chorych dzieciaków. Natomiast znacznie mniej osób wie, że w różnych dolegliwościach bólowych – także tych najprostszych, z którymi od czasu do czasu mierzy się każdy – pomagają nie tylko specjalistyczne leki, ale i preparaty bazujące na ziole, które można sporządzić samodzielnie. Z omawianych łodyg można, np. przygotować maść z marihuany na obolałe części ciała (do stosowania zewnętrznego). Wyprodukowanie tego preparatu jest już znacznie trudniejsze, niż przyrządzenie konopnej nalewki z łodyg, należy się też liczyć z tym, że kilka pierwszych podejść może zakończyć się porażką. Nie będę tu podawał całego długiego przepisu, ograniczę się jedynie do podlinkowania strony na której jest to w miarę przystępnie wytłumaczone.

3. Konopna herbatka

pobrane1111

Fajnie jest móc zacząć dzień od takiego rodzaju napoju, zamiast standardowej kawy/herbaty. Przygotowanie konopnej herbaty jest bajecznie proste, choć wymaga odrobiny czasu. Najpierw łodygi, które będą stanowiły główny składnik naszego trunku należy dobrze zdekarboksylizować (doprowadzić do tego, aby nie-psychoaktywne THCA przemieniło się w znacznie fajniejsze THC). Aby to zrobić należy je najpierw zmielić (np. w młynku do kawy). W międzyczasie zagotowujemy olej kokosowy, albo jakąś inną tłustą substancję (absolutnie nie może to być woda, tylko właśnie coś tłustego) na dużym lub średnim wolnym ogniu, aż do momentu wrzenia. Do naszej tłustej cieczy wsypujemy zmielone łodygi i całość zagotowujemy przez ok. 7 minut. Oddzielamy łodygi od oleju kokosowego za pomocą filtra od kawy (może to zająć chwilę, ale warto to zrobić dokładnie). Z filtra sporządzamy woreczek na kształt saszetki herbaty (tutaj znajdziecie proste wideo instruktażowe). Woreczek z tak spreparowanymi łodygami zalewamy mieszanką wody i oleju kokosowego (tego samego za pomocą którego przeprowadzaliśmy dekarboksylację), w proporcjach 1:1 lub 3:1. Smak można modyfikować, dodając jakiegoś słodzika, najlepiej miodu.

4. Marihuanowa kartka pocztowa

20150424085747-2f0ac09a

Krzak konopi może być bardzo wydajnym surowcem przy produkcji papieru. W domowych warunkach można natomiast w prosty sposób przygotować pocztówkę bazującą na mieszance przetworzonych łodyg konopi i tradycyjnego papieru. Wystarczy zamoczyć w wodzie pęczek łodyg i kilka arkuszy w jednym, większym naczyniu i zostawić na przeciąg jednej nocy. Otrzymaną masę następnie miksujemy w blenderze aż stanie się jednorodna. Następnie kładziemy na jakiś rodzaj sita, formując przy tym w wybrany przez nas kształt. Pozostawiamy na 24 godziny i – materiał na kartkę mamy gotowy. Pozostaje wyciąć prostokąt i wykazać się zdolnościami plastycznymi w ozdabianiu powierzchni.

5. Siateczka do bongo

use-your-stems-9

Przy paleniu za pomocą fajki wodnej i jej podobnych urządzeń, większość palaczy do dziś używa jako „przepierzenia” folii aluminiowej, kunsztownie dziurkowanej długopisem, w najlepszym wypadku igłą. Ani to nie jest jakoś super estetyczne, ani – jak twierdzą lekarze – zbyt dobre dla naszego organizmu, z racji chemikaliów znajdujących się w folii. Przy odrobinie zręczności i cierpliwości można sobie zrobić z pomniejszych, połamanych części łodyg oryginalną plecionkę, która zastąpi nam tamtą siatkę. Fajna jest przy tym świadomość, że pośrednie podgrzewanie takiej siateczki będzie powodowało wydzielanie dodatkowej porcji THC z łodyg (obok właściwego towaru który palimy). Nie będzie tego dużo i może raczej zadziała to na zasadzie efektu placebo, ale zawsze taki drobiazg pozytywnie nakręca.